Dowcipy o PRL

Po roku 1945 w Polsce mówiło się w sferach partyjnych:
"Kto to jest dyrektor departamentu? To Żyd, któremu nie daje spokoju zmartwienie, że nie jest jeszcze ministrem."[1]

Menasze Foltblut jest przesłuchiwany w polskiej bezpiece.
"Pan ma krewnych za granicą?"
"Nie mam."
"Co znaczy: nie mam? A kim jest Dawid Foltblut z Tel Awiwu?"
"To mój brat."
"A kim jest Hadasa Goldman z Bet Szemesz?"
"To moja zamężna siostra."
"Jeszcze raz pytam pana, do ciężkiej cholery: czy ma pan krewnych za granicą? Tak czy nie?"
"Nie mam. Z całej rodziny tylko ja jeden mieszkam za granicą."[2]

Rozeszły się wieści, że cała polska delegacja do ONZ ma być przebrana w ludowe stroje krakowskie.
"Po co?"
"Żeby różniła się czymś od delegacji Izraela."[3]

Po upaństwowieniu polskiej, katolickiej, organizacji charytatywnej "Caritas" pracujący w niej Mieczysław Zeistock mówi do małżonki:
"Ja chyba jestem podobny do Chrystusa."
"Skąd ci to przyszło do głowy?"
"Bo co wejdzie do mnie jakiś interesant, to wytrzeszcza oczy i woła: o Jezu! i wybiega."[4]

"Jak porozumiewa się mądry polski Żyd z głupim?"
"Przez telefon z Nowego Jorku do Warszawy"[5]

Treptyner zauważył:
"Wszystkie znaki rychłego nadejścia Mesjasza są już obecne: straszna bieda, bezgraniczny ucisk i brak sprawiedliwych sądów, powszechne zepsucie, bezczelne łotry sprawujące władzę. Tylko brakuje osła, na którym Mesjasz ma przyjechać, bo wszystkie osły znalazły się na wysokich stanowiskach."[6]

Podczas ekscesów antysemickich w 1968 r. Chaim Treptyner zmuszony jest uciekać z Polski. Dociera wreszcie do Izraela i wzdycha:
"Przez 2000 lat modliliśmy się daremnie o powrót do naszego kraju. I akurat teraz mnie musiało to spotkać."[7]

W  latach 50. XX w. Mojsze Szafir zjawia się u ostatniego rabina, jaki pozostał w Warszawie.
"Rebe, coś mi się zdaje, że bezpieka mi depcze po piętach. Jakie kroki mam podjąć."
"Duże kroki, Mojsze! Jak największe."[8]

Po roku 1968 na Marszałkowskiej spotyka się dwóch Żydów.
"Jak ci się powodzi?" "Okropnie. Wyrzucili mnie z pracy. Nie mam za co żyć i wyjeżdżam do Izraela. A co u ciebie?"
"Doskonale. Żyję z szantażu."
"A kogo ty szantażujesz? I z jakiego powodu?"
"Jednego takiego Polaka. Za to, że ukrywał mnie przed hitlerowcami w czasie okupacji."[9]

Szwarckopf opisuje w Warszawie swoje wrażenia ze służbowej podróży do USA:
"Kogo tylko spotkałem, wszyscy mnie od razu pytali: jak tam się żyje w Polsce? I co ja im będę opowiadał? Więc mówiłem: rocznicę Wielkiej Rewolucji Październikowej obchodzi się w listopadzie. I tak jest ze wszyskim."[10]

W 1968 roku centrala handlu zagranicznego w Warszawie, chcąc się pozbyć towarzysza Rozencwajga, wysłała go do Rzymu z poleceniem służbowym, aby załatwił tam eksport polskiego makaronu do Włoch. Po trzech dniach Rozencwajg wraca z podpisanym kontraktem. Wobec tego wysyłają go do Paryża z poleceniem, aby załatwił eksport polskich perfum do Francji. Rozencwajg po dwóch dniach wraca ze wspaniałym kontraktem. Zrozpaczona dyrekcja wysyła go do Pekinu, aby załatwił eksport polskiego ryżu do Chin. po tygodniu telefonują.
"Dlaczego tak długo, towarzyszu Rozencwajg?"
"Co znaczy długo? Czy ja mogę tak ze środy na czwartek znaleźć w Chinach jednego z naszych?"[11]

Breżniew z wizytą w Polsce. Żegnając się, mówi do Gierka:
"Słuchaj Edek, ogólnie tu u was jest w porządku, podoba mi się, tylko dlaczego jeden z waszych poetów napisał: «Litwo, ojczyzno moja?!»".
Na to Gierek:
"Ale to był Mickiewicz, już dawno nie żyje".
Breżniew się rozpromienia:
"I za to cię lubię, Edziu, za to cię lubię!"[12]

Rozmowy Polaków w 1982 r. na ulicy w Warszawie:
- Cześć! Gdzie pędzisz?
- Ja? W łazience.



[1] S. Landmann, Śmiech po żydowsku czyli wczorajszy i dzisiejszy świat w dowcipach i dykteryjkach żydowskich, Gdynia 1999, s. 153

[2] ibidem, s. 154

[3] ibidem

[4] ibidem

[5] ibidem

[6] ibidem

[7] ibidem,s.155

[8] ibidem

[9] ibidem, s. 157

[10] ibidem

[11] ibidem

[12] W. Łysiak, Dobry, Warszawa 1990, s. 132-133


Dowcipy o Stalinie, Leninie, Radiu Erewań i komunizmie. www.stalin.tv. © Krzysztof Bar 2005