Pobyt w Ekaterynburgu

Niebawem, jak tylko stan zdrowia carewicza nieco się poprawił, przywieziono resztę rodziny z Tobolska. Wiózł ich Rodionow, były oficer żandarmski na komorze w Wierzbołowie, teraz zaciekły bolszewik, złośliwie szykanujący dzieci. Naprzykład Wielkim Księżniczkom nietylko nie pozwolił zamykać drzwi na noc, ale wchodził do ich pokoju niejednokrotnie w nocy i bez pukania, niby dla kontroli.

W Ekaterynburgu na stacji przejął więźniów Jankiel, syn Chaima, Jurowski, eks-zegarmistrz, potem fotograf, w czasie wojny - felczer. Indywiduum to, nie mające, prócz felczerskiego, żadnego wykształcenia poza niedokończoną szkołą talmudyczną w Tomsku, było mściwe, podstępne i fałszywe. On to, wraz z Szają Gołoszczekinem, trząsł Ekaterynburgiem i oni to dwaj byli organizatorami morderstwa.

Jurowskij na dworcu zaraz podzielił więźniów na trzy grupy: kilka osób wraz z rodziną carską było wysłanych do domu Ipatjewa, reszta do więzienia, mała część wypuszczona na wolność z rozkazem opuszczenia gubernii Ekaterynburskiej.

Pierwszą partję, którą przywieziono do więzienia, stanowi Tatiszczew, damy dworu - baronówna Hendrykowa i Sznejder i kamerdyner Wołkow (wszyscy potem zabici pałkami na kopalni Ałapajewskiej, oprócz Wołkowa, który zbiegł). W kancelarji wieiennej Tatiszczew zwrócił się do Wołkowa z rosyjskiem przysłowiem: "Ot, jaka to prawda: torba żebracza, turma sobacza, niewiadomo komu pisana". - Z łaski carskiej ja sam urodziłem się w więzieniu - odpowiedział Jurowski. Powiedział prawdę, tylko nie wyjaśnił, że rodzice jego, szlachetni Chaimowie, odsiadywali więzienie - za paserstwo.

W domu Ipatjewa ostatecznie zostali przy carskiej rodzinie tylko doktor Botkin, kucharz Charitonow, lokaj Trupp, służąca Demidowa i kuchcik Siedniow.

Podwójny parkan i podwójny pierścień wart otaczał dom - więzienie. Warty zewnętrzne pełnił oddział specjalny, złożony z 56 ludzi. Warty wewnątrz domu i przed pierwszym parkanem były powierzone specjalnie dobranemu oddziałowi, który w liczbie dziewiętnastu ludzi stanowili robotnicy z fabryki metalurgicznej Złokazowa, przeważnie ślusarze. Dowódzcą tej warty wewnętrznej był niejaki Miedwiediow, w swoim czasie karany pięcioletnią katorgą za zgwałcenie nieletniej. Warta wewnętrzna stała przy wejściach do domu, na schodach i na korytarzu. Prócz tego stale były cztery warty z kulomiotami: na strychu, na tarasie i dwie wewnątrz domu.

Komendantem całego domu był naznaczony ślusarz Andrejew, pijanica, złodziej, typ wiecowego krzykacza.

Jak pod taką opieką płynęło życie więźniów, wyobrazić sobie nietrudno. Dom był pozbawiony mebli i naczyń stołowych. Wielkie księżny spały na zaimprowizowanych tapczanach na podłodze. Bolszewicy kazali jeść wszystkim pospólnie i sami się do stołu przysiadali. Było mniej sztućców, niż obecnych i trzeba się było dzielić. Jedzono ze wspólnej miski. Jedzenie, napół wystygłe, przynoszono z sąsiedniej garkucłmi. Zwykle był to rosół i bitki. Zazwyczaj wsuwał się któryś z bolszewików i decydował: "no, dosyć już żarliście (łopali)"; poczem odsuwał siedzących i sam zabierał się do jadła. Świadkowie zeznali, że pewnego razu Andrejew, sięgając widelcem po bitek na misce przez głowy obecnych, zgiętym łokciem niby nieumyślnie uderzył w twarz cesarza.

Spacery, początkowo trwające pół godziny, stopniowo ograniczono, aż wreszcie skrócono - do 5 minut. Wewnątrz domu żołdactwo rozkładało się po pokojach i korytarzach, klęło, pluło, śpiewało pornograficzne i rewolucyjne pieśni i zamalowywało całe ściany pornograficznemi rysunkami, których bohaterem był - Rasputin. Wielkim księżnom kazano grać dla krasnoarmiejców na fortepianie. Nie śmiały one pójść do miejsca ustępowego bez pozwolenia. Czasem "towarzysze" robili sobie taką zabawkę, że kazali dokładnie wytłomaczyć sobie, poco one tam idą, nie puszczając inaczej, poczem wybuchali śmiechem. Czasem na płot, wysoki do poziomu okien carskiego pokoju, właził który z krasnoarmiejców i demonstrował najcyniczniejsze gesty i pozy.


J. Łużyc, Kaźń Mikołaja II oraz członków rodziny Romanowych. www.stalin.tv. © Krzysztof Bar 2005