Borys Bażanow o Lwie Trockim

Na plenum KC, 23 września [1923 roku], trójca zaproponowała rozszerzenie składu Wojskowej Rady Rewolucyjnej. Wszyscy nowo wprowadzeni jej członkowie byli przeciwnikami Trockiego. Wśród nich był też Stalin. Znaczenie tego kroku było dla Trockiego zupełnie jasne. Wygłosił wówczas druzgoczące przemówienie: Proponowany krok jest kolejnym ogniwem w łańcuchu zakulisowych intryg, które prowadzi się wokół jego osoby i których ostatecznym celem ma być odsuniecie go od kierownictwa rewolucji. Nie ma najmniejszego zamiaru prowadzić wojny z tymi intrygami i pragnie tylko jednego - służyć sprawie rewolucji proponuje więc Komitetowi Centralnemu zwolnienie go ze wszystkich funkcji i stanowisk i prosi o pozwolenie wyjazdu w charakterze prostego żołnierza do Niemiec, gdzie właśnie dojrzewa rewolucja. Ma nadzieją, że przynajmniej tego mu się nie odmówi.

Wystąpienie to wywołało duże wrażenie, co mogło być dla trójcy niekorzystne. Głos zabrał Zinowiew; z wyraźnym zamiarem nadania całej sprawie wymiaru farsy: proponuje, by jego także zwolnić ze wszystkich obowiązków i zaszczytów, i razem z Trockim wysłać jako żołnierza rewolucji niemieckiej . Stalin, dopełniając komedii, z emfazą stwierdził, że Komitet Centralny w żadnym wypadku nie może zgodzić się na narażanie życia dwóch tak cennych towarzyszy i prosił Komitet Centralny, by nie puścił do Niemiec swych ukochanych przywódców. Propozycja ta została natychmiast, i to całkiem na serio przegłosowana. Miałem wrażenie, że oglądam dobrze zagraną sztukę teatralną, gdy niespodziewanie odezwał się "głos ludu"; przemów członek KC z Leningradu, Komarow, o rozmyślnie proletariackich manierach: Nie rozumiem tylko jednego - czemu towarzysz Trocki tak się mądrzy. Właśnie to mądrzy się definitywnie doprowadziło Trockiego do furii. Poderwał się, i oświadczył: Proszę wykreślić mnie z grona aktorów tej poniżającej komedii. Po czym rzucił się do wyjścia.

By to rozłam. W sali panowała cisza stosowna do historycznej chwili. Lecz wściekły Trocki postanowił dla większego efektu wychodząc trzasnąć drzwiami.

Posiedzenie odbywało się w Sali Tronowej Cesarskiego Pałacu. Drzwi tej sali są ogromne, żelazne i masywne. Aby je otworzyć, Trocki pociągnął za nie z całych sił. Drzwi zaczęły odchylać się powoli i majestatycznie. Należało wówczas zdać sobie sprawę, że bywają drzwi, którymi trzasnąć się nie da. Wzburzony Trocki tego nie zauważył i ze wszystkich sił starał się je zatrzasnąć. Drzwi zamykając się płynęły równie powoli i majestatycznie. Zamiar był taki: wielki wódz ewolucji zrywa ze zdradzającymi go zausznikami i aby zerwanie to podkreślić porzucając ich, gniewnie zatrzaskuje drzwi. Wyszło coś zupełnie innego: wzburzony do ostateczności człowiek z kozią bródką szamoce się z klamką w nierównej walce z ciężkimi, bezmyślnymi drzwiami.[1] [...]

Było zupełnie oczywiste, że podobnie jak Lenin, również i Trocki był fanatykiem komunistycznych dogmatów (tyle, że mniej elastycznym). Jego jedynym celem było także zbudowanie komunizmu. Problem dobra ludu, jeśli w ogóle taki problem rozważał, mógł być dla niego jedynie czymś oderwanym, dotyczącym dalekiej przyszłości.[2] [...]

Trocki robił na mnie wrażenie człowieka bardziej utalentowanego i wybitnego niż inni bolszewiccy przywódcy. Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak od razu powiedzieć, że nie był utalentowany wszechstronnie i obok wielu zalet miał też sporo wad.

Był wspaniałym mówca, przede wszystkim mówcą rewolucyjnym - pobudzająco-agitującym. Potrafił znaleźć i rzucić właściwe hasło, mówił z dużą swadą i patosem, rozpalał audytorium. Ale umiał też w pełni panować nad swymi słowami i na posiedzeniach Biura Politycznego, gdzie patos był nie na miejscu, mówił powściągliwie i rzeczowo.

Władał bardzo ostrym piórem, był zdolnym, błyskotliwym i pełnym temperamentu publicystą.

Był odważny i dla dobra swej działalności rewolucyjnej gotów był pójść na każde ryzyko. Wystarczy wspomnieć jego zachowanie, gdy w 1905 r. przewodniczył Petersburskiej Radzie Delegatów Robotniczych; do końca trzymał się dzielnie, wyzywająco i wprost z podium przewodniczącego poszedł do więzienia i na zesłanie.

Jeszcze bardziej wymowna jest historia z tezą Clemenceau z roku 1927. Pełnia władzy znajdowała się już w rękach Stalina, który ciągle podsycał potrzebę rozprawy z opozycją, ujawniając stale nowych, ukrytych wrogów [...]. Na listopadowym plenum KC w 1927 r. Stalin zaproponował wreszcie wykluczenie Trockiego z partii. Trocki zabrał głos i między innymi, zwracając się, do grupy Stalina, powiedział (przekazują sens): Stanowicie grupę biurokratycznych miernot. Gdyby zagrożone było istnienie Kraju Rad, gdyby doszło do wojny, nie bylibyście w stanie zorganizować obrony i odnieść zwycięstwa. Ale gdy wróg będzie o 100 kilometrów od Moskwy, uczynimy - to, co w swoim czasie zrobił - Clemenceau obalimy ten żałosny rząd; z tą jednak różnicą, że Clemenceau zadowolił się przejęciem władzy, podczas gdy my pójdziemy dalej i rozstrzelamy tę nędzną bandę tępych biurokratów, którzy zaprzedali rewolucję. Tak, zrobimy to. Wy także chcielibyście nas rozstrzelać, ale nie macie dość odwagi. A my odważymy się na to, gdyż będzie to absolutnie niezbędny warunek zwycięstwa. Wiele tu oczywiście i naiwności, i nieznajomości charakteru Stalina, ale nie sposób nie pochylić głowy przed Trockim za jego wystąpienie.

Dzięki swemu temperamentowi, odwadze i zdecydowaniu Trocki znakomicie sobie radził w trudnych, krytycznych momentach, kiedy brał na siebie odpowiedzialność i działał bez żadnych wahań. Dlatego też odegrał tak ważną rolą w czasie rewolucji październikowej; okazał się niezastąpionym wykonawcą leninowskiego planu zdobycia władzy. Tacy jak Stalin jakoś się wtedy pochowali, tacy jak Kamieniew i Zinowiew cofnęli się przed ryzykiem i wystąpili przeciw, Trocki zaś bez wahania śmiało stanął na czele akcji (nawiasem mówiąc, sam Iljicz nie wykazał zbyt dużej odwagi, skwapliwie ustąpił wobec nalegań otoczenia, że nie powinien ryzykować swego cennego życia i spiesznie się ukrył; Trocki nie uległ takim namowom; zresztą już wcześniej, po nieudanym powstaniu czerwcowym, Lenin od razu się ukrył, a Trocki nie uciekł i poszedł do więzienia)

Trzeba tu jednak zwrócić uwagę na pewną niebagatelną wadę Trockiego. Na pozerstwo. Przekonany, że przeszedł do Historii (przez duże H), cały czas przed tą Historią pozował.[3] [...]

Zdolny Trocki, który z początku był tylko utalentwanym agitatorem, [...] znacznie wprawił się w pracy organizacyjnej i kierowniczej. Ale zdarzały mu się takie wpadki. Po zakończeniu wojny domowej, gdy transport był całkowicie zniszczony, kolejarze, nie otrzymujący praktycznie żadnego wynagrodzenia, aby nie umrzeć z głodu, sadzili warzywa i zajmowali się spekulacją; nie mieli więc czasu na obsługiwanie kolei i pociągi nie jeździły. Lenin mianował Trockiego komisarzem ludowym d/s kolei (nie bez ukrytej myśli, by postawić go w niezręcznej sytuacji). Po objęciu stanowiska Trocki napisał patetyczny rozkaz: : Towarzysze kolejarze! Kraj i rewolucja giną z powodu załamania się transportu. Umrzemy na naszym kolejowym posterunku, ale puścimy pociągi w ruch! Mnóstwo wykrzykników. Towarzysze kolejarze woleli jednak nie umierać na kolejowym posterunku, lecz jakoś żyć, a do tego trzeba było sadzić kartofle i spekulować. Kolejarze spekulowali, pociągi nie jeździły, a Lenin, osiągnąwszy swój cel, skończył tą aferę usuwając Trockiego ze stanowiska komisarza d/s kolei.[4]

Trzeba tu wspomnieć o jeszcze jednym słabym punkcie Trockiego - jego nikłych walorach jako teoretyka i myśliciela. Powiedziałbym, iż Trocki był typem wierzącego fanatyka. Uwierzył w marksizm, uwierzył też później w jego leninowską interpretacją. Uwierzył głęboko i na całe życie. Nigdy nie okazał najmniejszych wątpliwości co do dogmatu. Wytrwale niósł pochodnię swej wiary. Mógł skapitulować jedynie przed całą partią, którą uważał za doskonałe narządzie rewolucji światowej. Nigdy jednak nie wyrzekł się swych idei i do końca życia święcie w nie wierzył, wierzył fanatycznie. [...]

Chcąc odtworzyć zasadniczą myśl polityczną Trockiego, trzeba by z trudem przekopać się przez górę kłamliwych zarzutów, które nieustannie gromadzili przeciw niemu najpierw zinowiewowcy, później stalinowcy, a jeszcze później następcy Stalina. W każdym razie już wtedy, gdy walka toczyła się wewnątrz partii, a ja byłem jej świadkiem, zarówno dla mnie, jak i dla całej bolszewickiej góry rzeczą oczywistą był fałsz, pozorność większości demonstrowanych różnic poglądów. Chodziło o to, by usunąć rywala i zdobyć władzę. Nie można było jednak ujawniać, że wszystko to jest tylko walką pająków w zamkniętej puszce. Trzeba było stwarzać wrażenie, iż jest to walka wielce ideowa, i rozbieżności są czymś; niezwykle ważnym; od takiego czy innego wyboru zależeć będzie być może cała przyszłość rewolucji.

Tymczasem zazwyczaj były to nieokreślone kłótnie o słowa. Wiele takich jałowych i tendencyjnych sporów prowadzono zwłaszcza wokół słynnej teorii permanentnej rewolucji Trockiego oraz stalinowskiej idei budowania socjalizmu w jednym kraju. Idea Trockiego sprowadzała się w zasadzie do tego, iż wraz z rewolucją październikową w Rosji rozpoczęła się epoka światowej rewolucji społecznej, która będzie ogarniać i inne kraje. Mając zawsze ten cel na uwadze, należy traktować komunistyczna Rosję jako przyczółek, bazę pozwalającą prowadzić i kontynuować przygotowawczą działalność rewolucyjną w innych krajach. Nie oznacza to oczywiście, że mając na względzie cele rewolucji światowej nie należy przywiązywać wagi do tego. co będzie się działo w Rosji. Przeciwnie, według Trockiego trzeba aktywnie budować w Rosji komunizm. Jego zdaniem (a trzeba powiedzieć, że do rewolucji Lenin w pełni tę opinią podzielał) jedna wyizolowana rewolucja rosyjska nie ostanie się zbyt długo wobec nacisku pozostałych krajów "kapitalistycznych", które postarają się zbrojnie ją zdławić.

Co prawda, komunizm rosyjski pod naporem faktów i doświadczeń musiał zrewidować niektóre początkowe pesymistyczne prognozy Lenina i Trockiego. Przywódcy wielkich mocarstw kapitalistycznych wbrew zdrowemu rozsądkowi nie tylko nie obalili zbrojnie rosyjskiego komunizmu, lecz zdradzając - jak Churchill i Roosevelt - zachodnią cywilizację, zrobili wszystko, by komunizm ratować, gdy groziło mu niebezpieczeństwo; uczynili wszystko, by zagarnął on pół świata i stał się największym na świecie zagrożeniem ludzkości. Przewidzieć taki ogrom zdrady i politycznego kretynizmu rzeczywiście było nie sposób. Tu trzeba wziąć Lenina i Trockiego w obronę. Swoje prognozy opierali na założeniu, że mają do czynienia z przeciwnikami normalnymi, kierującymi się zdrowym rozsądkiem. Jakże nie zacytować tu utalentowanego rosyjskiego poety Gieorgija Iwanowa: Opowiedzieć wam o wszystkich tego świata miernotach, // które losy ludzkości dzierżą w swoich dłoniach. // Opowiedzieć wam, jak jest liczna na świecie. hołota,która trafia do historii z wieńcem na skroniach.

Tak samo sztuczne były dyskusje na temat stalinowskiej teorii budowy socjalizmu w jednym kraju. Stalin, chcąc sprawić wrażenie, że między nim a Trockim istnieją rozbieżności ideologiczne, oskarżył go na początku 1925 r. o to, że nie przywiązuje wagi, nie wierzy w możliwość zbudowania socjalizmu w jednym kraju, tzn. w Rosji, gdzie rewolucja komunistyczna już się dokonała. Jednakże w tym samym czasie (marzec 1925 r.) zaczęły się też znowu spory między Zinowiewem a Stalinem; Zinowiew nie znosił wypadów Stalina w sferę ogólnej strategii i uważał, że jego próby odgrywania roli teoretyka są śmieszne. Na marcowym plenum doszło do starcia i Stalin zemścił się na Zinowiewie wykazując mu, że większość w KC to o wiele więcej niż jakaś tam strategia. Tezy Zinowiewa dla Komitetu Wykonawczego Kominternu zostały na plenum odrzucone z powodu bzdurnych kłótni o słowa; chodziło o to, czy mówić o ostatecznym zwycięstwie socjalizmu, czy nie. W kwietniu Zinowiew i Kamieniew zdwoili w Biurze Politycznym ataki na stalinowski socjalizm w jednym kraju; nie wolno było dopuścić, by Stalin wysuwał swą kandydaturę do pozycji stratega i wodza rewolucji. Pod koniec kwietnia Stalin zwołał XIV konferencją partyjna., na której jego teorię omawiano szczegółowo. [...][5]

W istocie rzeczy drogi Stalina i Trockiego tu się spotkały. Trocki też jest komunistą, konsekwentnym i zamkniętym na głos zdrowego rozsądku.

Należy tu przypomnieć, że nawet w swym testamencie Lenin pisał o niebolszewizmie Trockiego (nie uważając, że należy czynić mu z tego zarzut). Praktycznie oznaczało to, że przed rewolucją Trocki nigdy nie należał do leninowskiej partii zawodowych rewolucjonistów. Jak wiadomo, przyjechawszy do Rosji po rewolucji lutowej, Trocki wszedł w skład grupy "międzydzielnicowej" , wraz z którą przyłączył się w końcu do organizacji Lenina. Tak więc przed rewolucją Trocki nie był bolszewikiem. Trzeba stwierdzić, że to duży komplement. Członkowie leninowskiej organizacji bolszewickiej, pogrążeni w kłótniach, intrygach, wzajemnym szkalowaniu się, stanowili towarzystwo amoralnych pasożytów. Trocki nie cierpiał ich obyczajów i ich moralności. Nawet nie utrzymywał się na koszt kasy partyjnej i burżuazyjnych dobroczyńców (jak Lenin), lecz zarabiał na siebie pracą dziennikarską (jeszcze przed wojną czytywałem jego artykuły w Kijowskiej Myśli). Nie akceptował specyficznej moralności Lenina i w odróżnieniu od niego był porządnym człowiekiem. Choć fanatyk i człowiek nietolerancyjny w swej wierze, nie był pozbawiony ludzkich uczuć wierności w przyjaźni, szczerości, elementarnej uczciwości. W rzeczy samej nie był leninowskim bolszewikiem. Gdy już go dobrze znałem, ze zdumieniem dowiedziałem się, że był synem chłopa. Choć może się to wydawać dziwne, ale w latach 80. zeszłego wieku byli jeszcze w Rosji Żydzi-chłopi, trudniący się praca na roli. Do nich należał ojciec Trockiego. Był dobrym rolnikiem (według bolszewickiej zwyrodniałej terminologii - kułakiem, według zwyczajnej ludzkiej oceny - pracowitym , zapobiegliwym, zamożnym chłopem). Jaki wpływ miało na Trockiego jego wiejskie pochodzenie i znajomość praw natury? Można się tylko domyślać.[6] [...]

Oto Trocki, człowiek niezłomnych przekonań i szczery. Gdy komuniści zapewniają, że przekształcają świat jakoby po to, by znieść wyzysk człowieka przez człowieka; jest absolutnie oczywiste, że to kłamstwo. Przy pierwszej okazji i bez najmniejszej żenady zastępują to, co nazywają wyzyskiem kapitalistycznym (rzekomo robotnikowi nie wypłaca się wszystkiego za jego pracą), takim wyzyskiem socjalistycznym, o jakim dawniej robotnikom nawet się. nie śniło. Tu już nie idzie o niedopłacanie, tu idzie o darmową pracę milionów katorżników, o ich nieludzką eksterminacją. Ale Trocki - to człowiek szczery i wierzący głęboko w swe idee. Musi przecież rozumieć, że to wszystko kłamstwo. Jakże więc mógł wraz z Leninem stać się twórcą terroru, jak mógł proponować stworzenie armii pracy z żelazną dyscypliną, gdzie odmowa pracy oznaczałaby natychmiastowe rozstrzelanie?

Przy tym wszystkim Trocki nie był pozbawiony ludzkich cech. Był człowiekiem rodzinnym - kochał swe dzieci, które go uwielbiały i były mu ślepo oddane. Znałem jego córkę, Zinę, bardzo do niego podobną, szczuplutką i delikatną młodą kobietę ze skłonnościami do gruźlicy, podobnie jak ojciec pobudliwą i wybuchową. Ojciec był dla niej wszystkim. Oczywiście zginęła w stalinowskim więzieniu.

U Trockiego zdumiewała mnie zawsze jeszcze jedna cecha - jego zadziwiająca naiwność i brak zrozumienia ludzi. Można by pomyśleć, że przeszedł całe swe życie dostrzegając wyłącznie abstrakcje, nie widząc ludzi takimi, jakimi są. Zwłaszcza zupełnie już nie rozumiał Stalina, o którym przecież napisał grubą książkę.[7]



[1] B. Bażanow, Byłem sekretarzem Stalina, Warszawa 1985, s. 44-45

[2] ibidem, s. 72

[3] ibidem, s. 97-98

[4] ibidem, s. 98-99

[5] ibidem, s. 99-100

[6] ibidem, s. 102

[7] ibidem, s. 103-104


Borys Bażanow o... www.stalin.tv. © Krzysztof Bar 2005