Borys Bażanow o sytuacji politycznej w ZSRR

W owych czasach życie polityczne nie wychodziło poza ramy partii. Kraj podzielony był na dwa obozy. Jeden - to ogromna masa bezpartyjnych, pozbawiona wszelkich praw i całkowicie oddana we władze GPU. Ściśnięta kleszczami dyktatury, zdawała sobie sprawę, że nie ma żadnych praw nie tylko w sferze życia politycznego, ale w ogóle nie może, liczyć na jakąkolwiek praworządność. Idea praworządności została zlikwidowana. Istniało co prawda sądownictwo, lecz traktowano je jako narzędzie dyktatury, kierujące się w teorii zasadami świadomości klasowej i potrzebami walki klas, a w praktyce poddane samowoli podrzędnych partyjnych satrapów. Zresztą nawet i to żałosne sądownictwo zajmowało się jedynie drobnymi sprawami cywilnymi i karnymi. W sprawach istotnych, uznawanych za domenę polityki, "sferę walki klasowej", panowała pełna samowola organów GPU. Mogły one aresztować kogo chciały pod dowolnymi, tylko im znanymi zarzutami, rozstrzelać człowieka na podstawie decyzji jakiejś nikomu bliżej nieznanej "trójki" czy też zapędzić go na 10 lat wyniszczającej katorgi, nazywanej oficjalnie "obozem koncentracyjnym". Cała ludność trzęsła się ze strachu przed tą organizacją dławiącego terroru.

W drugim obozie, złożonym z kilkuset tysięcy członków partii komunistycznej, panowała dość duża wolność. Można było mieć swoje zdanie, można było nie zgadzać się z organami władzy, podważać ich decyzje. Owa "wewnątrzpartyjna demokracja" datowała się jeszcze z czasów przedrewolucyjnych, kiedy to była normalnym zjawiskiem w partii, uczestnictwo w której było kwestią swobodnej decyzji jej członków. W tych przedrewolucyjnych czasach w partii również toczyła się zaciekła walka o władzę, która - nawiasem mówiąc - dawała prawo dysponowania partyjną kasą oraz kierowania prasą i wydawnictwami partyjnymi. Nie istniało jeszcze żadne GPU, zwyciężać trzeba było drogą przekonywania. Nawet Leninowi nie zawsze się to udawało, chociaż partia (i jej charakter - partii zawodowych rewolucjonistów) była jego dzieckiem. Lenin nie raz znajdował się w mniejszości (tracąc i kasę, i prasę partyjną) i z ogromnym wysiłkiem, drogą złożonych i nie zawsze eleganckich intryg, musiał odzyskiwać utracone pozycje. Ta swobodna walka w łonie partii sprawiła, że dość długo utrzymał się nawyk wolności wewnątrzpartyjnej, która wciąż jeszcze istniała (zniknie dopiero w kilka lat później, kiedy Stalin wszystko weźmie w swoje ręce).

Z drugiej jednak strony, ponieważ życie polityczne mogło toczyć się jedynie wewnątrz partii, więc zachodzące w kraju procesy społeczne mogły ujawniać się wyłącznie drogą pośrednią, poprzez wpływ i naciski rzeszy bezpartyjnych na członków partii. W środowiskach robotniczych nie było to zbyt trudne, jako że przesiąknięta marksistowską frazeologią partia nieustannie szukała kontaktów z robotnikami. Stąd wzięło się stosunkowo szybkie ożywienie się w partii rozmaitych grup "opozycji robotniczej" w początku jesieni 1923 r. Z tego również powodu szybko zareagowało na nie kierownictwo partii. Obawiając się, by Trocki nie zapanował nad tą opozycją, członkowie większości w KC postarali się o przechwycenie inicjatywy. Trocki na posiedzeniach Biura Politycznego zaczął zaciekle atakować partyjną biurokrację. Doskonale pamiętam scenę, gdy Trocki, patrząc prosto w oczy siedzącemu naprzeciw Mołotowowi, wygłosił ostrą filipikę przeciwko bezdusznym partyjnym biurokratom, którzy swymi kamiennymi tytkami duszą każdy przejaw wolnej inicjatywy i twórczego działania mas pracujących. Mołotow, którego Trocki nie wymienił z nazwiska, najlepiej by zrobił, gdyby milczał i udawał, że jego to nie dotyczy, a jeszcze lepiej, gdyby z aprobatą kiwał głową. Zamiast tego jednak, poprawiając pince-nez i zacinając się, rzekł: Nie wszyscy mogą być geniuszami, towarzyszu Trocki.[1]



[1] B. Bażanow, Byłem sekretarzem Stalina, Warszawa 1985, s. 45-46


Borys Bażanow o... www.stalin.tv. © Krzysztof Bar 2005