Borys Bażanow o posiedzeniach Biura Politycznego

Biuro Polityczne to centralny organ władzy. Rozstrzyga ono wszystkie ważniejsze sprawy związane z kierowaniem państwem (a także światową rewolucją). Obraduje 2-3 razy w tygodniu. Porządek dzienny jego regularnych posiedzeń obejmuje około stu, a niekiedy i 150 spraw. Zdarzają się też posiedzenia nadzwyczajne, poświęcone szczególnie pilnym sprawom. Wszystkie resorty i instytucje centralne, które przesyłają swoje sprawy do decyzji Biura Politycznego, przekazują je mnie - do sekretariatu Biura. Po ich zbadaniu sporządzam projekt porządku dziennego kolejnego posiedzenia Biura Politycznego. Nie ja go jednak zatwierdzam - decyzje w tej sprawie podejmuje trójca. Nieoczekiwanie odkrywam teraz rzeczywisty mechanizm władzy trójcy.

W przeddzień posiedzenia spotykają się ze sobą Zinowiew, Kamieniew i Stalin, Niegdyś posiedzenia te odbywały się zazwyczaj w mieszkaniu Zinowiewa, później zwykle w gabinecie Stalina w KC. Oficjalnym pretekstem jest zatwierdzenie porządku obrad Biura Politycznego. Żaden statut ani przepis nie przewiduje zatwierdzania porządku dziennego. Mogę to zrobić ja, może to zrobić Stalin. Zatwierdza go jednak trójca - owo zebranie trójcy jest w istocie posiedzeniem tajnego rządu, na którym z góry rozstrzyga się wszystkie ważniejsze sprawy. Uczestniczą w nim tylko cztery osoby - trójca i ja. Omawiam pokrótce każdy punkt przewidziany w porządku obrad, charakteryzuję zawarty w nim problem. Formalnie rzecz biorąc, trójca ma decydować, czy daną sprawę przedstawić na posiedzeniu Biura Politycznego, czy załatwić ją w inny sposób. W rzeczywistości ustala sposób jej rozstrzygnięcia, a nawet dzieli między siebie role, jakie trzeba będzie w związku z tym odegrać na jutrzejszym posiedzeniu.

Nie wpisuję do protokołu żadnych postanowień, choć w istocie wszystko z góry decyduje się właśnie tu. Jutro na posiedzeniu Biura Politycznego będzie dyskusja, zostaną podjęte decyzję, niemniej to, co najważniejsze omówiono już wcześniej, w wąskim gronie osób faktycznie sprawujących władzę, omówiono szczerze, bo przecież przed przyjaciółmi nie ma się czego wstydzić. To właśnie jest prawdziwy rząd. Moja rola pierwszego referenta wszystkich tajemnic i zakulisowych decyzji jest o wiele ważniejsza niż rola zwykłego sekretarza Biura Politycznego. [...]

Nic, co prawda, na tym świecie nie jest wieczne, nie jest wieczna takie trójca; niemniej jednak ten mechanizm władzy będzie znakomicie funkcjonował jeszcze dwa lata.

Moje ujecie każdego tematu na obradach trójcy musi być krótkie, jasne i dokładne.Widzę, że trójca jest ze mnie bardzo zadowolona.[1]

Posiedzenia Biura Politycznego odbywają się zazwyczaj w sali konferencyjnej Rady Ministrów ZSRR. Przez niemal całą długą, choć niezbyt szeroką salę ciągnie się stół, a ściślej mówiąc dwa stoły, rozdzielone przejściem. Stoły pokryte są czerwonym suknem. Przy jednym końcu stoi fotel przewodniczącego. Zasiadał w nim zawsze do tej pory Lenin. Teraz zajmuje go Kamieniew, który przewodniczy obradom. Członkowie Biura siedzą po obu stronach stołu, naprzeciwko siebie. Po lewej ręce Kamieniewa siedzi Stalin, po prawej - Zinowiew. Między Kamieniewem i Zinowiewem przy końcu stołu dostawiony jest niewielki stolik dla mnie. Mam na nim telefon, przez który porozumiewam się z moim personelem ulokowanym w sąsiednim pokoju, gdzie oczekują osoby wezwane na posiedzenie Biura Politycznego. Gdy wywołuje mnie moja sekretarka, na aparacie zapala się lampka. Informuję ją, kogo ma wpuścić do sali, stosownie do porządku dziennego obrad. Decyzje Biura Politycznego zapisuję na oddzielnych kartkach, które przekazuję przez stół siedzącemu naprzeciw Stalinowi. Ten je przegląda i zazwyczaj oddaje mi z powrotem - oznacza to "brak sprzeciwu". Jeśli jakiś problem jest ważny i skomplikowany, przekazuję kartkę przez Kamieniewa, który przegląda ją i stawia ptaszka ("zgoda").

Dalej wzdłuż stołu, za Stalinem i Zinowiewem, siedzą pozostali członkowie Biura Politycznego. Zwykle obok Zinowiewa siedzi Bucharin, za nim Mołotow (jest zastępcą członka Biura), dalej Tomski. Obok Stalina siedzi Rykow, za nim zazwyczaj Curupa, który nie jest członkiem Biura Politycznego, lecz wiceprezesem Rady Ministrów i członkiem KC; jeszcze od czasów Lenina przyjęło się, że zawsze uczestniczy on w posiedzeniach Biura, głównie po to, by wiedzieć na bieżąco, jakie zapadają decyzje, a nie jako doradca - głos zabiera rzadko, raczej słucha. Obok niego siedzi Trocki. Miejsce Kalinina jest bądź za Trockim, bądź za Tomskim.

W końcu sali posiedzeń znajdują się drzwi do sali, w której czekają wezwani. Jest tu zawsze niemal cały rząd (ministrowie - i ich zastępcy). Na posiedzeniach Biura Politycznego rozważa się na ogół dziesiątki problemów dotyczących niemal wszystkich resortów. Wezwani chodzą, rozmawiają, palą, słuchają dowcipów, które wymyśla i opowiada Radek, wreszcie, korzystając z okazji, omawiają i rozstrzygają rozmaite sprawy międzyresortowe. Do sali posiedzeń wpuszcza się tylko osoby wezwane w aktualnie omawianej sprawie. Wbiegają tam kłusem - czas Biura Politycznego jest bardzo cenny. Kończy się omawianie danej sprawy i wezwani bezceremonialnie wypraszani są z sali.

Kamieniew przewodniczy w sposób doskonały. Sprawnie kieruje dyskusją, przerywa zbędne rozważania, szybko doprowadza do podjęcia decyzji. Ma przed sobą chronometr; na kartce papieru zapisuje czas przydzielony każdemu z mówców, czas rozpoczęcia wystąpienia i jego zakończenia. Stalin nigdy nie przewodniczy - nie potrafiłby tego. W trakcie obrad członkowie Biura Politycznego wymieniają między sobą liściki, pisane na maleńkich blankietach z nagłówkiem: Posiedzenia Biura Politycznego.

Rzeczy nowe zapamiętuje się zawsze bardzo dobrze. Dziś nie pamiętam nic prawie z tych setek posiedzeń Biura Politycznego, w których uczestniczyłem jako sekretarz. Stało się to rutyną. Jednak pierwsze posiedzenie widzę wyraźnie.

Wyznaczono je na 10 rano. - Za dziesięć dziesiąta jestem już na miejscu, sprawdzam, czy wszystko w porząku, czy członkowie Biura mają potrzebne dokumenty. Minuta przed dziesiątą, z wojskową punktualnością; wchodzi Trocki i siada na swoim miejscu. Po 3-4 minutach wchodzą kolejno członkowie trójcy - zapewne tuż, przed wejściem jeszcze nad czymś radzili. Pierwszy wchodzi Zinowiew nie patrzy w strony Trockiego, Trocki z kolei udaje, że go nie dostrzega i przegląda papiery. Trzeci wchodzi Stalin. Kieruje się wprost do Trockiego i szerokim, zamaszystym gestem przyjaźnie ściska mu dłoń. Wyraźnie wyczuwam fałsz tego gestu - Stalin nienawidzi Trockiego, jest jego zaciekłym wrogiem. Przypominam sobie Lenina: Nie wierzcie Stalinowi; pójdzie na każdy zgniły kompromis i oszuka. Ale jeszcze wiele nowego dowiem się o moim patronie.

Fakt, iż członkowie trójcy siedzą podczas obrad obok siebie przy jednym końcu stołu, bardzo ułatwia im techniką uzgadniania wspólnych decyzji; mogą wymieniać liściki, bo ich tekst jest dla innych praktycznie niewidoczny, rozmawiać półgłosom - jak na razie trójca pracuje zgodnie i mechanizm jej funkcjonowania jeszcze się nie zacina.

Kamieniew nie tylko dobrze prowadzi obrady, lecz również potrafi wprowadzić nastrój ożywienia, często dowcipkuje. Taki ton obrad datuje się jeszcze od czasów Lenina, Zinowiew na wpół leży w swoim fotelu, często przeczesuje ręką swą wątpliwej czystości grzywę; wygląda na znudzonego i niezbyt zadowolonego. Stalin pali fajkę, często wstaje z fotela i przechadza się wzdłuż stołu, zatrzymując się przed mówcami. Mówi mało.[2][...]

Rewolucji dokonano w imię marksistowskiego dogmatu. A jaki jest stosunek do tego dogmatu samego Biura Politycznego? Od pierwszych dni sekretarzowania w Biurze Politycznym moje ucho wyłowiło ironiczny sens pojęcia "wykształcony marksista". Okazało się, że określenie "wykształcony marksista" należało rozumieć jako "bałwan i gaduła".

Zdarzały się sytuacje, w których było to zupełnie jasne. Ludowy komisarz d/s finansów Sokolnikow, przeprowadzający kolejną reformę, przedstawia do zatwierdzenia Biuru Politycznemu kandydaturę profesora Jurowskiego na stanowisko członka Kolegium Ministerstwa Finansów i dyrektora Wydziału Dewizowego. Jurowski nie jest komunistą. Biuro Polityczne w ogóle go nie zna. Któryś z członków Biura pyta: Mam nadzieję., że to nie marksista? - Ależ, co wy, co wy - pospiesznie odpowiada Sokolnikow - toż to Wydział Dewizowy, tam nie można mielić ozorem, tam trzeba znać się na rzeczy. Biuro Polityczne zatwierdza kandydaturę Jurowskiego bez zastrzeżeń.[3]



[1] B. Bażanow, Byłem sekretarzem Stalina, Warszawa 1985, s. 31-32

[2] ibidem, s. 38-40

[3] ibidem, s. 72-73


Borys Bażanow o... www.stalin.tv. © Krzysztof Bar 2005