Borys Bażanow o Nadii Allilujewej, żonie Stalina

Zdarzało się jednak często, że po wyjściu z sali posiedzeń Biura Politycznego Stalin nie szedł prosto do domu, lecz przechadzał, się po Kremlu, kontynuując rozmowę z którymś z uczestników zebrania. W takich przypadkach, przychodząc do niego do domu, musiałem czekać. Poznałem wtedy bliżej jego żonę, Nadię Allilujewą, którą nazywałem po prostu Nadia. Nawet się nieco zaprzyjaźniliśmy.

Nadia w niczym nie przypominała Stalina. Była bardzo dobrym, porządnym i uczciwym człowiekiem. Nie była ładna, ale twarz miała bardzo miłą szczerą i sympatyczną. Choć mniej więcej w moim wieku, wyglądała na starszą; początkowo myślałem, że jest starsza ode mnie o kilka lat. Wiadomo, że była córką piterskiego robotnika-bolszewika Allilujewa, u którego w 1917 r., przed bolszewickim przewrotem, ukrywał się Lenin. Ze Stalinem miała syna, Wasyla (w owym czasie miał 5 lat), i urodzoną trzy lata później córkę, Swietłanę.

Gdy poznałem Nadię, odniosłem wrażenie, że żyje w próżni - nie miała wówczas żadnych przyjaciółek, a mężczyźni bali się do niej zbliżać; niech no Stalin zacznie podejrzewać, że ktoś kręci się koło jego żony, zaraz wyprawi na tamten świat. Rzucało mi się, w oczy, że żona tego niemal dyktatora odczuwa potrzebę zwykłych ludzkich kontaktów. Nie miałem oczywiście zamiaru zalecać się do niej [...]. Stopniowo opowiedziała mi o swoim życiu.

Atmosfera w tym domu była ciężka. Stalin w domu był tyranem. Trzymając się nieustannie w rysach w służbowych kontaktach z ludźmi, z domownikami się nie cackał. Często Nadia mówiła z westchnieniem: Milczy trzeci dzień, z nikim nie rozmawia, nie odpowiada, gdy się do niego odezwę; strasznie trudny człowiek. Starałem się jednak unikać rozmów o Stalinie. Zdawałem sobie już sprawę, jakim człowiekiem jest Stalin, a biedna Nadia najwyraźniej dopiero zaczynała dostrzegać jego amoralność, brak ludzkich cech, i nie chciała wierzyć w to, co widziała.

W jakiś czas później Nadia zniknęła; jak się potem okazało, wyjechała na ostatnie miesiące swej ciąży do rodziców, do Leningradu. Gdy zobaczyłem się z nią po jej powrocie, powiedziała; Proszę popatrzeć na moje arcydzieło. Arcydzieło miało trzy miesiące i było pomarszczonym kłębuszkiem. Była to Swietłana. W dowod szczególnego zaufania mogłem potrzymać ją na rękach (niedługo, ćwierć minuty - mężczyźni są tacy niezręczni).

Po moim odejściu z sekretariatu Stalina spotykałem Nadię rzadko i przypadkowo. Gdy Ordżonikidze został przewodniczącym CKK, wziął Nadię do siebie na stanowisko trzeciego sekretarza; pierwszym był dobroduszny wielkolud Trajnin. Po raz ostatni spotkałem Nadię. gdy wstąpiłem kiedyś do Ordżonikidzego. Rozmawialiśmy długo i przyjaźnie. W pracy u Ordżonikidzego odżyła - panowała tam miła atmosfera, Sergo był dobrym człowiekiem. On także wziął udział w tej rozmowie. Był ze mną na ty, co mnie trochę krępowało, gdyż byłem od niego mł-Mszy o 20 lat (zresztą był na ty z każdym, do kogo czuł najmniejszą choćby sympatię). Już nigdy więcej nie widziałem Nadii.[1]



[1] B. Bażanow, Byłem sekretarzem Stalina, Warszawa 1985, s. 94-95


Borys Bażanow o... www.stalin.tv. © Krzysztof Bar 2005