Borys Bażanow o Cziczerinie i Litwinowie

Na każdym posiedzeniu Biura Politycznego w pierwszej kolejności rozpatrywane są zazwyczaj sprawy Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych. Obecni są zwykle komisarz ludowy Cziczerin, i jego zastępca Litwinow. Referuje na ogół Cziczerin. Mówi nieśmiało, z uniżeniem, chwyta każdą uwagą członków Biura. Od razu widać, że nic w partii nie znaczy - przed rewolucją był mienszewikiem. Litwinow na odwrót, zachowuje się nonszalancko i bezczelnie. Nie tylko dlatego, że z natury jest chamem. Jestem starym bolszewikiem i jestem tu u siebie w domu. Rzeczywiście, jest dawnym współtowarzyszem Lenina i dawnym emigrantem. Co prawda, najbardziej znane karty z jego przedrewolucyjnej działalności partyjnej to ciemne machinacje finansowe, np. wymiana na Zachodzie carskich papierów wartościowych zagrabionych na Kaukazie podczas zbrojnego napadu na urząd skarbowy; numery papierów o dużej wartości były spisane i dlatego nie można było wymienić ich w Rosji; Lenin polecił dokonanie wymiany kilku podejrzanym osobnikom, wśród których był i Litwinow; podczas wymiany wpadł, został aresztowany i siedział w więzieniu.

Cała rodzinka Litwinowa to ludzie tego samego pokroju. Jego brat, biorąc udział w jakichś radzieckich machlojkach we Francji i przy okazji korzystając z faktu, że ma brata wiceministra, próbował tak dalece wykiwać radzieckie organy, iż w efekcie rząd musiał zwrócić się do burżuazyjnego sądu francuskiego i wykazać, że brat Litwinowa to cwaniak i łajdak.

Litwinow i Cziczerin wściekle się nienawidzą. Nie ma miesiąca, bym nie otrzymał ścisłe tajnej, tylko do wglądu członków Biura Politycznego notatki służbowej i od jednego, i od drugiego. Cziczerin skarży się w tych notatkach, że Litwinow to kompletny cham i nieuk, prymitywny, obrzydliwy bydlak, dopuszczanie którego do pracy dyplomatycznej jest oczywistym błędem. Litwinow pisze, że Cziczerin to pederasta, idiota, maniak, facet nienormalny, pracuje wyłącznie nocami, dezorganizując przez to funkcjonowanie ministerstwa; do tego wszystkiego dołącza Litwinow malownicze szczegóły, jak to przez całą noc przed gabinetem Cziczerina stoi na straży czerwonoarmista z oddziałów ochrony wewnętrznej GPU, dobierany przez szefostwo tak, by nie można mieć najmniejszej wątpliwości co do jego moralności. Członkowie Biura Politycznego czytają te notatki, uśmiechają się i na tym sprawy się kończą.

Omawiane są więc problemy polityki zagranicznej, dotyczące jednej z kolejnych konferencji międzynarodowych. Proponuję - mówi Litwinow - aby uznać carskie długi. Przyjmuję to nie bez zdziwienia. Lenin i rząd radziecki dziesiątki razy oznajmiali, iż jedną z głównych zdobyczy rewolucji jest odmowa spłacenia zagranicznych długów zaciągniętych przez carską Rosję (nawiasem mówiąc, francuscy bankierzy nic na tym nie stracili - tuż po podpisaniu pożyczki wzięli odpowiednie komisowe; straciła francuska midinetka i drobny urzędnik, gromadzący pieniądze na starość i ufni w zapewnienia banków, że nie ma pewniejszego miejsca dla ich oszczędności). Któryś z członków Biura Politycznego, zdaje się Michał Iwanowicz Kalinin, pyta: Które długi, przedwojenne czy wojenne?- I te i tamte - niedbale rzuca Litwinow. Skąd weźmiemy środki na ich zapłacenie? Wyraz twarzy Litwinowa jest bezczelny i na wpół pogardliwy, papieros zwisa z kącika ust. A któż powiedział, że będziemy płacić? Nie powiedziałem płacić, tylko uznać. Michał Iwanowicz nie poddaje się: Ale uznać, to przyznać, że jesteśmy winni i tym samym obiecać, że zapłacimy. Litwinow sprawia wrażenie znużonego - jak można nie rozumieć tak prostych rzeczy. Ależ skąd, o żadnym płaceniu nie ma mowy. W tym momencie zainteresowanie okazuje Kamieniew: Jak to zrobić, żeby uznać, nie zapłacić i nie stracić twarzy? (trzeba oddać Kamieniewowi sprawiedliwość - martwi się jeszcze o zachowanie twarzy). Ależ nic prostszego - tłumaczy Litwinow. - Ogłosimy całemu światu, że uznajemy carskie długi. Zaraz różni poczciwi idioci podniosą szum, że bolszewicy zmieniają się, że stajemy się państwem jak wszystkie inne itp. Wyciągamy z tego wszelkie możliwe korzyści. Następnie przekazujemy w teren kanałami partyjnymi tajne rozporządzenie: należy wszędzie zorganizować grupy ofiar obcej interwencji, które będą zbierać dane o "roszczeniach" poszkodowanych; doskonale wiecie, że jeśli roześlemy kanałem partyjnym odpowiedni okólnik, to zbierzemy informację o tych roszczeniach na dowolną sumę; powiedzmy, że będziemy skromni i zbierzemy je na sumę niewiele tylko przewyższającą carskie długi. Gdy zaczną się pertraktacje o spłatach, przedstawimy własne roszczenia, które w pełni pokryją zadłużenie, a ponadto zażądamy, by wypłacono nam różnicę.

Projekt omawiany jest z całą powagą. Podstawowy kłopot to zbyt jeszcze świeżo tkwiące w pamięci triumfalne deklaracje Lenina o odmowie zapłaty carskich długów. Powstaje obawa, że spowoduje to zamęt wśród bratnich partii komunistycznych za granicą. Kamieniew nawet wprost stwierdza: To jest właśnie to, co Curzon nazywa małpimi sztuczkami bolszewików. Na razie postanowiono wstrzymać się z podjęciem decyzji w sprawie propozycji Litwinowa.[1]



[1] B. Bażanow, Byłem sekretarzem Stalina, Warszawa 1985, s. 76-77


Borys Bażanow o... www.stalin.tv. © Krzysztof Bar 2005