Borys Bażanow o stalinowskich listach

Minął XIII zjazd i Towstucha energicznie zabiera się, do kolejnej "ciemnej" sprawy. Gromadzi u siebie, w celu przestudiowania, wszystkie materiały zjazdowe. Niebawem wychodzi na jaw, że interesują go nie wszystkie materiały, lecz tylko niektóre. Bada je wraz z jakimś podejrzanym czekistą, jak się okazuje, specjalistą grafologiem.

Gdy delegaci przybywają na zjazd, zgłaszają się do komisji mandatowej, która sprawdza ich mandaty i wydaje legitymacje członków zjazdu (z prawem głosu decydującego lub doradczego). Każdy delegat, musi przy tym własnoręcznie wypełnić bardzo długą ankietę z kilkudziesięcioma pytaniami. Powinność ta obowiązuje wszystkich w trakcie zjazdu komisja mandatowa przeprowadza statystyczną analizę ankiet i przed końcem obrad składa sprawozdanie: w zjeździe uczestniczyło tylu to a tylu delegatów, w tym tylu to a tylu mężczyzn, tyle to a tyle kobiet; według pochodzenia społecznego delegaci dzielą się tak a tak, według wieku, według stażu partyjnego itd. Wszyscy delegaci doskonale rozumieją potrzebę prowadzenia takich drobiazgowych ankiet.

Jest jednak pewien szczegół, którego nie są w stanie przewidzieć.

Pod koniec zjazdu odbywają się wybory centralnych władz partyjnych (KC, CKK, Centralnej Komisji Rewizyjnej). Wybory te poprzedza zebranie liderów Komitetu Centralnego z kierownikami najważniejszych delegacji (Moskwy, Leningradu Ukrainy itd.) Jest to tzw. komitet seniorów zwany przez wszystkich w żargonie błękitną kopertą.[1] W toku dyskusji ustala on projekt składu nowego Komitetu Centralnego. Lista ta zostaje wydrukowana i każdy z delegatów, który ma prawo głosu decydującego, otrzymuje jeden egzemplarz. Stanowi on kartę wyborczą, wrzucaną do urny podczas przeprowadzanych w tajnym głosowaniu wyborów KC. Fakt, że istnieje tylko jedna lista, wcale nie oznacza, iż delegaci muszą na nią głosować. Tu jest partia, a nie wybory do rad. W partii panuje jeszcze pewna wolność i każdy delegat ma prawo wykreślić z tej listy dowolne nazwisko i na to miejsce wstawić inne, wedle własnego uznania (co, zauważmy, musi zrobić własnoręcznie). Następnie odbywa się liczenie głosów. Szanse na to, by ktoś wysunięty przez błękitna kopertę nie został wybrany, są niewielkie. Potrzebna byłaby do tego mało prawdopodobna zmowa większych delegacji (stołecznych i innych). Lecz choć lista zwykle przechodzi, to liczba głosów oddanych na poszczególnych kandydatów waha się w dość szerokich granicach. Jeśli liczba delegatów wynosi, powiedzmy, 1000, to najpopularniejsi ludzie w partii otrzymają 950-970 głosów, a najmniej popularni zbiorą ich może 700. Zwraca się na to baczną uwagę i rejestruje.

To, czego się jednak nie bierze pod uwagę i o czym nikt nie wie, to praca Towstuchy. Towstuchę (czyli Stalina) najbardziej interesuje, kto z delegatów skreślił Stalina na swej liście wyborczej. Gdyby tylko wykreślił, to jego nazwisko pozostałoby nieznane. Jednakże skreślając musiał w to miejsce wpisać inne nazwisko, a to dostarcza danych o jego charakterze pisma. Porównując listy wyborcze z własnoręcznie przez delegatów wypełnionymi ankietami, Towstucha i czekista-grafolog ustalają, kto głosował przeciwko Stalinowi (a tym samym jest jego skrytym wrogiem), a także, kto głosował przeciw Zinowiewowi, kto przeciw Trockiemu, kto przeciw Bucharinowi. Wszystko to jest dla Stalina niezwykle ważne i zostanie zapamiętane. Przyjdzie czas - za dziesięć lat - kiedy głosujący przeciw Stalinowi dostaną kulę w łeb. Towstucha sporządza listy na czas przyszłych porachunków. A towarzysz Stalin nigdy niczego nie zapomina i nigdy niczego nie wybacza.

Aby o tej pracy Towstuchy powiedzieć wszystko do końca, muszę wybiec nieco naprzód. Po XIII zjeździe partii w latach 1925-1926 ciągle jeszcze panuje ta sama wolność wewnątrzpartyjna. W komitetach i POP-ach, na zebraniach organizacji partyjnych i na zebraniach aktywu toczy się walka z opozycją. Przywódcy opozycji gorąco namawiają swych stronników do jak najczęstszych wystąpień atakujących Komitet Centralny, co podkreślałoby siłę i znaczenie opozycji.

Co mnie jednak dziwi, to fakt, że po XIV zjeździe Stalin i jego nowa większość w KC nic przeciw tej wolności nie mają. Wydaje się to niezgodne z obyczajami Stalina; byłoby przecież prościej zabronić prowadzenia dyskusji w partii - wystarczyłoby podjąć na plenum KC odpowiednią uchwałę, że spory są szkodliwe dla pracy partyjnej, odciągają ludzi od pożytecznej, twórczej pracy.

Znam już jednak dobrze Stalina i domyślam się, o co chodzi. Ostateczne potwierdzenie mych domysłów daje mi rozmowa ze Stalinem i Mechlisem. Mechlis trzyma w ręku sprawozdanie o jakimś zebraniu aktywu partyjnego i cytuje niezwykle ostre wystąpienia opozycjonistów. Oburza się: Towarzyszu Stalin, to już przechodzi wszelkie granice. Dlaczego Komitet Centralny pozwalaj by tak otwarcie go dyskredytowano? Czy nie lepiej tego zakazać? Towarzysz Stalin uśmiecha się: Niech sobie gadają! Niech gadają! Nie jest niebezpieczny wróg, który sam się ujawnia. Niebezpieczny jest wróg ukryty, którego nie znamy. A ci, którzy się już ujawnili, są spisani - przyjdzie czas, kiedy się z nim, porachujemy.

To kolejna "ciemna sprawka" Towstuchy. W swym gabinecie w Instytucie Lenina sporządza wykazy - długie listy ludzi, którzy dziś tak naiwnie występują przeciwko Stalinowi. Myślą sobie: Dziś jesteśmy przeciw, jutro być może będziemy za Stalinem - w partii panowała, panuje i będzie panować wewnętrzna wolność. Nie rozumieją, że Stalin utrzymujący się przy władzy umożliwia im podpisanie na siebie samych wyroku śmierci; za kilka lat, według list sporządzanych dziś przez Towstuchę będą rozstrzeliwani na pęczki, setki, tysiące. Niezmierna jest ludzka naiwność.[2]



[1] Nieprzetłumaczalna gra słów: senioren-konwient - sinij konwiert; sinij (błękitny) kojarzyć się tu ma także z arystokracją (przyp. tłum.).

[2] B. Bażanow, Byłem sekretarzem Stalina, Warszawa 1985, s. 78-79


Borys Bażanow o... www.stalin.tv. © Krzysztof Bar 2005