Borys Bażanow o Włodzimierzu Iljiczu Leninie

Na przełomie marca i kwietnia odbywał się kolejny zjazd partii. Wraz z wieloma innymi młodymi pracownikami Wydziału Organizacyjnego zostałem skierowany do pomocniczych prac technicznych w sekretariacie zjazdu. W trakcie zjazdu zawsze obraduje wiele komisji - mandatowa, redakcyjna itd. W ich skład wchodzą stare wygi partyjne - członkowie KC oraz działacze terenowi, całą robotę wykonują jednak młodzi pracownicy aparatu KC. Komisja redakcyjna, do której zostałem przydzielony, funkcjonowała w sposób następujący. Mówca wygłasza przemówienie z trybuny zjazdowej, stenografistka zapisuje je, a następnie rozszyfrowując stenogram, dyktuje maszynistce. Ten pierwszy tekst jest pełen błędów i zniekształceń; stenografistka wielu rzeczy nie zrozumiała, wielu nie dosłyszała, czegoś nie zdążyła zanotować. Jednak do każdego mówcy przydziela się pracownika komisji redakcyjnej, który ma obowiązek uważnie wysłuchać przemówienia. On też dokonuje pierwszej korekty tekstu, nadając mu postać niemal ostateczną. Później mówca wprowadza już tylko dodatkowe, mało istotne poprawki, dzięki czemu oszczędza sobie mnóstwo czasu.

Referat sprawozdawczy KC wygłaszał na tym zjeździe (po raz ostatni) Lenin. Powstał problem, któremu z pracowników powierzyć tę pracę - słuchania przemówienia i skorygowania zapisu. Kaganowicz stwierdził: Towarzyszowi Bażanowowi; zrobi to doskonale. Tak też zdecydowano.

Trybuna zjazdu wznosiła się na półtora metra nad poziom sali. Na trybunie prezydium zjazdu. Z prawej strony (stojąc twarzą do sali), z boku ustawiono mównicę; referent na pulpicie rozkładał sobie notatki. W pierwszych latach władzy radzieckiej nie pisano przemówień zawczasu, lecz improwizowano je; mówca miał na kartce co najwyżej krótki plan wystąpienia oraz kilka cyfr i cytatów. Z sali na mównicę prowadziły schodki. Ponieważ w trakcie przemówienia Lenina nikomu nie było wolno wchodzić na trybunę, usiadłem na górnym stopniu tych schodków, metr od Lenina, mając dzięki temu pewność, że będę wszystko dobrze słyszał.

W trakcie wystąpienia nadworny fotograf (chyba Ocup) robił zdjęcia. Lenin nie znosił, by go fotografowano podczas przemawiania - przeszkadza mu to i zakłóca tok myśli. Godzi się, i to niechętnie na zrobienie dwóch niezbędnych, oficjalnych zdjęć. Fotograf robi ujęcie z lewej strony - na zdjęciu widać w nieco przymglonym tle prezydium zjazdu, a następnie ujęcie z prawej strony - tu widać tylko Lenina, a za nim narożnik sali. Lecz na obu zdjęciach przed Leninem... widać mnie.

Zdjęcia te często zamieszczano w prasie: Włodzimierz Iljicz występuje po raz ostatni, na zjeździe partii, Jedno z ostatnich publicznych wystąpień tow. Lenina. Do 1928 r. figurowałem na nich zawsze razem z Leninem. W tym roku uciekłem za granicę. Gdy dotarłem już do Paryża, zacząłem czytywać radziecką prasę. Wkrótce też ujrzałem, nie pomnę - w Prawdzie czy w Izwiestiach - znajomą fotografię: Włodzimierz Iljicz wygłasza ostatni referat polityczny na zjeździe partii. Lecz mnie już na fotografii nie było. Widocznie Stalin polecił, abym z niej zniknął.[1] [...]

Ciekawy szczegół. Chciałem dowiedzieć się, z jakich książek Lenin korzystał najczęściej. Jak mi powiedziała Glasser, była wśród nich Psychologia tłumu Gustawa Le Bona. Można jedynie zgadywać, czy dla Lenina była ona niezastąpionym, praktycznym zbiorem wskazówek co do sposobów oddziaływania na masy, czy też dzięki tej znakomitej pracy Le Bona zrozumiał, że - wbrew naiwnym teoriom Rousseau - przetworzenie wielowiekowych splotów elementów życia za pomocą dekretów fantastów i dogmatyków nie jest takie łatwe.[2] [...]

21 stycznia umiera Lenin. W zamieszaniu następnych dni można poczynić wiele ciekawych obserwacji. Stalin pozostaje sobą. Wysyła do Trockiego (który właśnie leczy się na Kaukazie) telegram, podając fałszywą datę pogrzebu Lenina. Trocki jest przekonany, że nie zdąży na pogrzeb, zostaje więc na Kaukazie. Dlatego też podczas pogrzebu trójca sprawia wrażenie następców Lenina (a Trocki, proszę, nawet nie raczył przyjechać) i monopolizuje wszystkie uroczyste i wiernopoddańcze przemówienia i przysięgi. Z uwagą obserwuję reakcje.

W kraju stosunek do śmierci Lenina jest dwojaki. Część ludności jest zadowolona, chociaż stara się to ukryć. Lenin jest dla nich twórcą komunizmu, umarł i dobrze mu tak. Pozostali uważają, że Lenin był lepszy od innych - widząc krach komunizmu, pospiesznie zaczął przywracać niektóre elementy normalnego życia (NEP), co sprawiło, że jest co jeść i można jakoś żyć. W partii przeciwnie - większość jest wstrząśnięta, szczególnie doły partyjne. Lenin był uznanym przywódcą. Jak teraz będzie bez niego? Na szczytach partyjnych reakcje są różne. Niektórzy, tacy jak Bucharin czy pomocnik Lenina - Curupa, byli do niego bardzo przywiązani. Kamieniew też przeżywa śmierć Lenina - nie jest pozbawiony ludzkich uczuć. Najsilniejsze wrażenie wywiera jednak na mnie Stalin. W duchu ogromnie cieszy go śmierć Lenina - Lenin był dlań jedną z głównych przeszkód na drodze do władzy. U siebie w gabinecie, w obecności swych sekretarzy, jest w doskonałym nastroju, promieniuje szczęściem. Na zebraniach i posiedzeniach przybiera fałszywie tragiczny, żałobny wyraz twarzy, wygłasza zakłamane przemówienia, z patosem przysięga wierność Leninowi. Obserwując go muszę, myśleć: Ależ z ciebie szubrawiec. O leninowskiej bombie, czyli Liście do zjazdu, nic jeszcze nie wie. Krupska co do joty spełnia ostatnią wolę Lenina. List adresowany jest do zjazdu. Zjazd odbędzie się w maju; wówczas otworzy kopertę i przekaże testament Lenina Biuru Politycznemu. Kamieniew wie już o testamencie od Fotijewej, która nadal jest sekretarzem Rady Ministrów, ale nic nie mówi.[3]

Zostawszy sekretarzem Biura Politycznego zyskałem wreszcie szansę uzyskania właściwej odpowiedzi. Owych kilku ludzi, którzy wszystkim rządzili, którzy wczoraj zrobili rewolucję, a dziś ją kontynuują - po co i jak ją zrobili i robią? Przez cały rok nadzwyczaj skrupulatnie obserwowałem i analizowałem motywy ich działalności, ich cele i metody. Rzeczą najciekawszą byłoby oczywiście rozpoczęcie tych obserwacji od Lenina, twórcy rewolucji bolszewickiej, poznanie i ocena jego osobowości. Niestety, gdy przyszedłem do Biorą Politycznego, Lenin był już sparaliżowany i praktycznie nie egzystował. Niemniej wciąż jeszcze pozostawał w centrum powszechnej uwagi. Dzięki temu mogłem wiele się, o nim dowiedzieć od ludzi, którzy pracowali, z nim przez ostatnie lata, oraz z różnorakich tajnych materiałów Biura Politycznego, do których miałem dostęp. Bez trudu mogłem odrzucić fałszywe i obłudne sławienie "genialnego" Lenina, uprawiane przez grupę rządzącą po to, by uczynić z niego świętość i strojąc się w szaty jego uczniów i następców - sprawować w jego imieniu władzę. Przejrzałem na wylot zakłamanego Stalina, który we wszystkich swych wystąpieniach publicznych przysięgał wierność genialnemu nauczycielowi, a w rzeczywistości szczerze co nienawidził, gdyż Lenin stanowił dla niego główną przeszkodę na drodze do władzy. W swym sekretariacie Stalin niczym się nie krępował; z oderwanych zdań, aluzji i intonacji widziałem wyraźnie, jaki naprawdę był jego stosunek do Lenina. Nawiasem mówiąc, widzieli to też i inni, na przykład Krupska, która nieco później (1926 r.) powiedziała: Gdyby Wołodia żył, siedziałby teraz w więzieniu. [...]

Gdy zacząłem poznawać materiały o prawdziwym Leninie, uderzyła mnie pewna cecha, łącząca go ze Stalinem; obaj opanowani byli maniakalną żądzą władzy. Przez całą działalność Lenina jak czerwona nitka przewija się leitmotiv: za wszelką cenę zdobyć władzę, za wszelką cenę władzę tę utrzymać. Można przypuszczać, że Stalin dążył do władzy po to, by korzystać z niej na modłę Dżyngis-chana, i nie zaprzątał sobie głowy rozważaniami w rodzaju a po co ta władza?, Lenin natomiast pragnął władzy, by dysponować potężnym i niezastąpionym narzędziem, koniecznym dla zbudowania komunizmu; dlatego też starał się tę władzę utrzymać. Sądzę, że przypuszczenie to jest bliskie prawdy, w dążeniu Lenina do władzy elementy osobiste odgrywały mniejszą rolę niż u Stalina, w każdym razie na pewno inną.

Próbowałem na własny użytek określić oblicze moralne Lenina - nie tego "historycznego", "wielkiego", jakim przedstawia go cała marksistowska propaganda, lecz tego, jakim był w rzeczywistości. Na podstawie oryginalnych, autentycznych materiałów musiałem dojść do wniosku, że jego poziom moralny nie był zbyt wysoki. Przed rewolucją był liderem niewielkiej, skrajnie rewolucyjnej sekty, zaprzątniętej nieustannymi intrygami, wzajemnym podgryzaniem się i walką z innymi, podobnymi sektami; bezustannie walczył (w niezbyt czysty sposób) o partyjną kasę i o datki od zaprzyjaźnionych partii socjalistycznych i burżuazyjnych dobroczyńców, o opanowanie niewielkiej gazetki, przepędzał i zaszczuwał rywali nie przebierając w środkach. Wszystko to budziło pogardę Trockiego, nawiasem mówiąc, moralnie o wiele bardziej czystego i porządnego. Niestety, obyczaje, które wprowadził Lenin, zdeterminowały również po rewolucji metody góry partyjnej - widziałem je i u Zinowiewa, i u Stalina.

A co z wielkością Lenina? Byłbym tu ostrożny. Wiadomo, że gdy jeden człowiek zabije i okradnie jedną ofiarę, to jest przestępcą. Gdy jednak jednemu człowiekowi uda się ograbić cały kraj i zabić dziesiątki milionów ludzi, uważa się go za wielką, legendarną postać historyczną. Iluż to żałosnych, odrażających megalomanów staje się - gdy uda im się dojść do władzy w dużym państwie - wielkimi ludźmi, bez względu na to, ile szkód wyrządzili swemu krajowi, a pośrednio także i innym państwom.

Doszedłem do wniosku, że Lenin był dobrym organizatorem. To, że udało mu się zdobyć władzę w tak wielkim kraju, gdyby się nad tym głębiej zastanowić, świadczy raczej o słabości jego przeciwników (mistrzów rewolucyjnej destrukcji), o ich braku umiejętności i politycznego doświadczenia, o panującej powszechnie anarchii, w której nieduża grupa przyzwoicie zorganizowanych zawodowych rewolucjonistów okazała się sprawniejszą i niemal jedyną zdolną do działania organizacją. Nie mogłem się jednak w tym wszystkim dopatrzeć szczególnego geniuszu samego Lenina.

Czego Lenin chciał? Oczywiście stworzenie komunizmu. Po przejęciu władzy Lenin i jego partia parli ku temu przebojem. Jak wiadomo, po trzech, czterech latach doprowadziło to do całkowitej katastrofy. W późniejszych opracowaniach partyjnych mówi się o tym wstydliwie nie jako o niepowodzeniu próby budowy społeczeństwa komunistycznego, lecz jako o krachu komunizmu wojennego. Jest to oczywiście zwykle kłamstwo i fałszowanie historii. Jak Lenin przyjął tę klęskę?

Z oficjalnych wystąpień Lenina widać, jak był zmuszony do ujawnienia stopniowego ustępowania partii w obliczu klęski. Ciekawiło mnie, co Lenin rzeczywiście myślał o porażce. Prawdziwe poglądy Lenina mogło znać oczywiście tylko jego najbliższe otoczenie, w szczególności jego dwie sekretarki - Glasser i Fotijewa, z którymi pracował przez cały dzień. Chciałem zapytać je, co w szczerych z nimi rozmowach mówił na ten temat.

Z początku nie było to takie łatwe. Uważały mnie za "człowieka Stalina". Jednak już po kilku miesiącach, podczas których miałem z nimi w pracy stałe kontakty, wyrobiły sobie o mnie inne zdanie - uznały, że jestem "człowiekiem Biura Politycznego", a tylko formalnie zajmuję stanowisko pomocnika Stalina. Wówczas mogłem stopniowo zacząć z nimi rozmawiać o Leninie i w końcu mogłem zapytać, co Lenin naprawdę sądził o NEP-ie i czy uważał, że grozi nam krach teorii komunizmu czy nie. Sekretarki Lenina powiedziały, że pytały go dokładnie o to samo. Lenin odpowiedział im na to: Oczywiście ponieśliśmy porażkę. Chcieliśmy stworzyć nowe, komunistyczne społeczeństwo, jakbyśmy mieli czarodziejską różdżkę. A tymczasem jest to problem dziesiątków lat i kilku pokoleń. Aby partia nie utraciła ducha, wiary i woli walki, musimy przedstawiać jej powrót do gospodarki rynkowej, do kapitalizmu, jako pewne chwiloweustępstwo. Sami jednak powinniśmy zdawać sobie sprawę, że próba się nie udała, że nie sposób tak nagle zmienić psychokę ludzi i ich odwieczne nawyki. Można spróbować siłą wtłoczyć ludzi w nowy ustrój, ale wątpliwe, czy w trakcie takiej wszechrosyjskiej rzezi zdołalibyśmy utrzymać władzę.[4]



[1] B. Bażanow, Byłem sekretarzem Stalina, Warszawa 1985, s. 10-11

[2] ibidem, s. 72

[3] ibidem, s. 54-55

[4] ibidem, s. 69-71


Borys Bażanow o... www.stalin.tv. © Krzysztof Bar 2005