Borys Bażanow o koniach z Argentyny (stary bolszewik kradnie 7 mln $)

W pierwszym okresie pracy w charakterze sekretarza Biura Politycznego jestem bardzo zajęty reorganizacją mego sekretariatu. Przy porządkowaniu rozmaitych dokumentów Biura Politycznego mimochodem natrafiam na ślady niezwykle ciekawych, nawet zdumiewających spraw.

Oto dla przykładu raporty GPU o długo prowadzonych, ale bezskutecznych poszukiwaniach. Nie bez trudu docieram do sedna sprawy. Jak się okazuje, po zakończeniu wojny domowej Biuro Polityczne stwierdziło, że decydującą rolę odegrała w niej konnica i dlatego też należy zwrócić uwagę na jej udoskonalenie. Jednakże hodowla koni w Rosji Radzieckiej została całkowicie zniszczona - całe pogłowie stadnin, w tym także i najlepsze reproduktory, uległy rekwizycji przez oddziały wojskowe i w rezultacie konie padły w trakcie działań wojennych. Aby zrekonstruować oddziały konnicy, trzeba było rozpocząć od zdobycia rasowych ogierów i odtworzenia hodowli. W tym jednak okresie - a był to koniec 1920 r. i początek 1921 - żadne państwo nie uznawało władzy radzieckiej, nie istniała w ogóle normalna wymiana handlowa z zagranicą, nie sposób więc było deponować przeznaczonych na zakupy pieniędzy w zagranicznych bankach - byłyby one natychmiast obłożone sekwestrem z tytułu roszczeń cudzoziemców obrabowanych przez bolszewicką rewolucję. Co wieje robić? Nie bez trudu, ale znaleziono sposób. Poprzez różnych podejrzanych handlarzy, za pośrednictwem których sprzedawano za granicę kosztowności pochodzące z grabieży dokonywanych przez władzę radziecką na wszelkiego rodzaju burżujach, udało się zorganizować kanał przerzutu pieniędzy i towarów, ogiery można było kupić w Argentynie - przez podstawionego szwedzkiego hodowcę, po czym można było przewieść je legalnie do północnej Szwecji, w pobliże słabo strzeżonej granicy rosyjskiej, i stamtąd przetransportować do Rosji. Na operację tę wyasygnowano 7 milionów dolarów w amerykańskiej walucie. Ponieważ nie można jej było przeprowadzić przez banki, pieniądze trzeba było przewieźć jakoś do Argentyny. Zawierzenie takiej sumy handlarzom byłoby bardzo ryzykowne, Biuro Polityczne postanowiło więc wykorzystać do tego celu pewnego starego, zaufanego bolszewika, nie pomnę - członka czy też zastępcę członka KC. Zaopatrzono go we wszystkie niezbędne dokumenty (fałszywe), zorganizowano długi łańcuch ochrony i wsparcia spośród agentów wydziału zagranicznego GPU, po czym wręczono mu dolary w dużych banknotach. Z tymi dolarami wyjechał i na jednym z etapów podróży nagle zniknął. Drobiazgowe śledztwo prowadzone przez GPU pozwoliło z całą pewnością stwierdzić, że nie padł on ofiarą nieszczęśliwego wypadku ani bandyckiego napadu. Udowodniono w sposób bezsporny, że dokładnie przygotował swoje zniknięcie, po czym nawiał razem z dolarami. Biuro Polityczne poleciło odnaleźć go za wszelką cenę i bez względu na koszty. Wszystkie poszukiwania nie przyniosły jednak żadnych rezultatów. Przepadł jak kamień w wodę. W raportach GPU figurował pod jakimś umownym pseudonimem. Przekopawszy archiwa Biura Politycznego mógłbym ustalić jego prawdziwe nazwisko, lecz nie miałem na to czasu. Doszedłem co wniosku, że zawsze zdążę ustalić, który ze starych i wysokiej rangi bolszewików przestał od tamtej pory pojawiać się wśród przedstawicieli najwyższej władzy, figurować we wszystkich raportach, spisach członków KC itp. Nie zająłem się jednak tą sprawą. Proponuję, by zagadkę tę rozwiązał któryś z historyków partii lub kremlologów.[1]



[1] B. Bażanow, Byłem sekretarzem Stalina, Warszawa 1985, s. 38


Borys Bażanow o... www.stalin.tv. © Krzysztof Bar 2005