Borys Bażanow o Jagodzie

Jagoda także w swej karierze wiele zawdzięczał rodzinie Swierdłowów. Nie był bowiem wcale farmaceutą, jak niosła wieść, którą sam o sobie rozpowszechniał, tylko czeladnikiem w grawerskiej pracowni starego Swierdłowa. Pewnego dnia Jagoda zdecydował, że czas już się uniezależnić. Ukradł więc cały zestaw narzędzi i uciekł z nimi, słusznie licząc na to, że stary Swierdłow będzie wolał nie chodzić na policję, by broń Boże nie wyszła na jaw jego nielegalna działalność. Urządzić się, samodzielnie jednak Jagoda nie zdołał i po jakimś czasie, bijąc się w piersi, wrócił do Swierdłowa. Staruszek przebaczył mu i z powrotem przyjął do pracy. Jednak po pewnym czasie Jagoda, pozostając wierny samemu sobie, znowu ukradł narzędzia i uciekł. Po rewolucji wszystko to poszło w niepamięć. Jagoda uwielbiał Idę, bratanicę głowy państwa; pomogło mu to bardzo w karierze - uzyskał dostąp do kremlowskich kręgów władzy.[1] [...]

Po raz pierwszy ujrzałem i usłyszałem Jagodę na posiedzeniu komisji KC, na którym pełniłem funkcje sekretarza; Jagoda był jednym z zaproszonych na posiedzenie. Członkowie komisji nie zebrali się jeszcze w komplecie, ci, którzy już przybyli, prowadzili ze sobą rozmowy. Jagoda rozmawiał z Bubnowem, będącym w owym czasie kierownikiem Wydziału Propagandy KC, Jagoda przechwalał się sukcesami w rozwijaniu sieci informacyjnej GPU, która w coraz większym stopniu ogarniała cały kraj. Bubnow odpowiedział, że podstawową bazę tej sieci stanowią przecież wszyscy bez wyjątku członkowie partii, którzy zawsze powinni być i są informatorami GPU; co się zaś tyczy bezpartyjnych, to GPU wybiera oczywiście elementy najbliższe władzy radzieckiej i najbardziej jej oddane. Wcale nie - oponował Jagoda - możemy zrobić tajnego informatora z kogo tylko zachcemy, w szczególności z ludzi najbardziej wrogich wobec władzy radzieckiej. - W jaki sposób? - zainteresował się Bubnow. - Bardzo prosto tłumaczył Jagoda. - Kto ma ochotę umierać z głodu? Jeśli GPU bierze człowieka w obroty z zamiarem uczynienia z niego swego informatora, to jak by się nie opierał, prędzej czy później wpadnie w nasze ręce; zwolniony z pracy, a do innej go nie przyjmą bez tajnej zgody naszych organów. I jeśli człowiek ma rodzinę, żonę i dzieci, szybko musi skapitulować.

Jagoda zrobił na mnie odrażające wrażenie. Stary czekista Ksenofontow, niegdyś członek kolegium WCzK, obecnie kierownik Wydziału Administracyjnego KC, wykonujący wszystkie ciemne polecenia Kannera, oraz Łacis i Peters, a także bezczelny i rozpustny sekretarz kolegium GPU, Grisza Bieleński - dopełniali obrazu: kolegium GPU było bandą zwykłych szubrawców, dla zachowania pozorów firmowaną przez Dzierżyńskiego.[2] [...]

Było to w marcu 1938 r., gdy nadszedł wreszcie czas na komedię stalinowskiego "sądu" nad Jagodą. W czasie procesu funkcję prokuratora pełni humanoidalna z pozoru istota - Wyszyński.

Wyszyński: Powiedzcie, zdrajco i sprzedawczyku Jagoda czy w czasie waszej nikczemnej, zdradzieckiej działalności nigdy nie odczuwaliście choćby najmniejszego żalu czy skruchy? A teraz, gdy wreszcie odpowiadacie proletariackim sądem za wszystkie wasze podłe przestępstwa, czy żałujecie czegokolwiek z tego, co zrobiliście?

Jagoda: Tak, żałuję, bardzo żałuję...

Wyszyński: Uwaga, towarzysze sędziowie. Zdrajca i sprzedawczyk Jgoda żałuje. Czegóż to żałuje szpieg i przestępca Jagoda?

Jagoda: Bardzo żałuję... Bardzo żałuję, że wtedy, kiedy mogłem to zrobić, wszystkich was nie rozstrzelałem.[3]



[1] B. Bażanow, Byłem sekretarzem Stalina, Warszawa 1985, s. 59

[2] ibidem, s. 126-127

[3] ibidem, s. 130-131


Borys Bażanow o... www.stalin.tv. © Krzysztof Bar 2005