Borys Bażanow o Frunzem

Frunze, stary rewolucjonista, wybitny dowódca z czasów wojny domowej, był bardzo zdolnym wojskowym. Był człowiekiem skrytym i ostrożnym. Sprawiał na mnie wrażenie gracza, który rozgrywa jakąś wielką grę, ale nie odsłania swych kart. Na posiedzeniach Biura Politycznego mówił niewiele i był całkowicie pochłonięty sprawami wojska.

Już w 1924 r., jako przewodniczący komisji KC do zbadania sytuacji w Armii Czerwonej, przedstawił w Biurze Politycznym raport, z którego wynikało, że Armia Czerwona w takim stanie, w jakim jest, nie może spełniać swych zadań, że przypomina raczej rozwydrzoną bandę rozbójników niż wojsko i że należy ją rozwiązać. Tak też uczyniono, tyle tylko, że w największej tajemnicy. Pozostawiono jedynie kadrę oficerską i podoficerską. Jesienią utworzono nową armię składającą się z poboru przeprowadzonego wśród młodzieży wiejskiej. Przez cały rok 1924 ZSRR praktycznie nie miał wojska; Zachód nic chyba o tym nie wiedział.

Frunze przeprowadził jeszcze jedną zasadniczą zmianę w wojsku - doprowadził do likwidacji instytucji Komisarzy politycznych; zastąpiono ich pomocnikami dowódców d/s politycznych. Ich zadaniem było prowadzenie propagandy politycznej, bez prawa mieszania się w sprawy dowodzenia. W 1925 r. Frunze dokonał ponadto przesunięć i nominacji, które sprawiły, że na czele okręgów wojskowych, korpusów i dywizji stanęli doskonali i zdolni wojskowi, dobrani wedle kwalifikacji wojskowych, a nie według kryterium wierności dla sprawy komunizmu.

W owym czasie w głębi duszy byłem już antykomunistą. Przeglądając listę wyższego dowództwa przygotowaną przez Frunzego zadałem sobie pytanie: Gdybym był na jego miejscu ze swoimi antykomunistycznymi przekonaniami, jakich ludzi wprowadziłbym do najwyższego dowództwa? I musiałem sobie odpowiedzieć: Właśnie takich. Była to kadra w pełni nadająca się do przeprowadzenia zamachu stanu w razie wojny. Z pozoru oczywiście wyglądało to tak, jakby chodziło tylko o doborowy skład kadry wojskowej.

Nie miałem okazji rozmawiać na ten temat ze Stalinem, zresztą nie miałem najmniejszej ochoty zwracać jego uwagi na tę sprawę. Przy sposobności zapytałem jednak Mechlisa, czy udało mu się poznać opinię Stalina o nowych nominacjach w wojsku. Zrobiłem przy tym niewinną minę: Przecież Stalin zawsze bardzo interesuje się sprawami wojska. - Co o tym sądzi? - podjął Mechlis. - Nic dobrego. Spójrz na tę listę: ci wszyscy tuchaczewscy, uborewicze, awksientiewscy -jacyż to komuniści? To dobre na 18 brumeire'a, a nie do Armii Czerwonej - Czy to twoje zdanie, czy Stalina? - zainteresowałem się. Mechlis napuszył się i z ważną miną odrzekł: Oczywiście i jego i moje.

Tymczasem Stalin zachowywał się wobec Frunzego nader zagadkowo. Byłem świadkiem, gdy w gronie trójcy otwarcie wyrażał swe niezadowolenie z jego awansu. W stosunku do Frunzego był jednak przyjacielski, nigdy nie krytykował jego propozycji. Cóż to mogło oznaczać? Czy nie było to powtórzeniem historii z Ugłanowem (o której opowiem później)? Stalin udaje, że jest przeciwko podopiecznemu Zinowiewa - Frunzemu, a tak naprawdę zawarł z nim tajny sojusz przeciw Zinowiewowi? Nic jednak z tych rzeczy. Frunze nie jest człowiekiem tego pokroju i ze Stalinem nic go nie łączy.

Zagadka wyjaśniła się dopiero w październiku 1925 r., gdy Frunze po ataku wrzodu żołądka (na który cierpiał od czasów przedrewolucyjnych więzień) zaczął powracać do zdrowia. Stalin okazał nadzwyczajną troskę o jego zdrowie: W ogóle nie dbamy o bezcenne zdrowie naszych ludzi. Biuro Polityczne siłą skłoniło Frunzego, by poddał się operacji, która uwolniłaby go do tego wrzodu. Lekarze Frunzego nie uważali zresztą takiej operacji za niebezpieczną.

Całą tę sprawę zacząłem oceniać zupełnie inaczej, kiedy dowiedziałem się, że operację organizuje Kanner z lekarzem KC Pogosjancem. Moje niejasne obawy okazały się w pełni słuszne. Podczas operacji przemyślnie zastosowano akurat taki typ narkozy, którego Frunze nie mógł przetrzymać. Umarł na stole operacyjnym, a jego żona, przekonana, że go zarżnięto, odebrała sobie życie. Znana jest powszechnie Opowieść o nie zgaszonym księżycu, napisana na ten temat przez Pilniaka. Drogo kosztowało go to opowiadanie.[1]



[1] B. Bażanow, Byłem sekretarzem Stalina, Warszawa 1985, s. 85-86


Borys Bażanow o... www.stalin.tv. © Krzysztof Bar 2005