Borys Bażanow o Eisensteinie

Spotykałem także Eisensteina, którego zachodnioeuropejscy rzecznicy postępu uporczywie i niezasłużenie obwołują geniuszem. Poznałem go już w 1923 r. kiedy Eisenstein kierował Teatrem Proletkultu.

Przystąpiwszy do pracy nad sztuką Ostrowskiego I koń się potknie, Eisenstein zrobił z niej groch z kapustą; tekst sceniczny nie miał prawie nic wspólnego z Ostrow-skim, artyści wygłupiali się, chodzili po linie, uprawiali polityczną i antyreligijną agitację. I inscenizacja i tekst były autorstwa Eisensteina. Tekst, niestety, nie wyróżniał się niczym oprócz bolszewickiej prawomyślności. Pognębiając antyradzieckich emigrantów artyści wyśpiewywali: Paryż leży nad Sekwaną // I my też - nasz frasunek // Poincare nam tylko został; // Jedyny ratunek // Z ludzi hołotą // żeśmy się stali, // Kiedy nam zęby // Powybijali.

W celach antyreligijnej propagandy na ogromnej tarczy wnoszono aktora przebranego za mułłę, który śpiewał na melodię Ałła Werdy: Judasz był handlarz wcale niegłupi: // Chrystusa sprzedał, kalosze kupił.

Już wtedy odniosłem wrażenie, że wobec handlowych talentów Judasza Eisenstein czuł nie tylko szacunek, co zawiść. Innych talentów u Eisensteina jakoś nie było widać.

Kiedy zajął się filmem i w Wydziale propagandy KC powiedziano mu, co aktualnie jest potrzebne (brak agitacyjnych filmów o rewolucji; upichćcie coś), Eisenstein upichcił Pancernika Potiomkina - zwyczajną agitkę, którą lewicowi filmowcy na Zachodzie (a czy bywają prawicowi?) obwołali arcydziełem (skoro film jest "rewolucyjny", to rozumie się samo przez się, że musi być arcydziełem). Oglądałem jego premierową projekcją (jeśli się, nie mylę, odbyła się ona w teatrze Meyerholda, a nie w kinie), na której przypadkowo siedziałem obok Rudzutaka. Po projekcji wymieniliśmy opinie. Pewnie, że to agitka - zgodził się Rudzutak - ale od dawna potrzebny był stuprocentowo rewolucyjny film. Tak więc zamówienie zostało zrealizowane i wszystko w filmie było jak należy - i rozbestwieni żołnierze, i nikczemni carscy oprycznicy, i waleczni marynarze przyszła chwała i duma rewolucji (co prawda, tylko z okresu AŁMAZU, a nie z czasów KRONSZTADU).

Cała późniejsza kariera Eisensteina przebiegała pod znakiem ogromnego wazeliniarstwa. Gdy umacniała się, dyktatorska władza Stalina, Eisenstein nakręcił Generalną linię (dla niewtajemniczonych - mądra linia GENERALNEGO sekretarza KC, towarzysza Stalina), w której cała Rosja kwitnie i opływa w dostatki pod genialnym kierownictwem swego przywódcy (trzeba powiedzieć że w owym czasie, w latach 1928-1929, istniała jeszcze opozycja, można było się nie podlizywać, bucharinowie i rykowowie głośno nie zgadzali się z rozpoczynającym się pogromem wsi, a geniusz Stalina spiesznie odkrywały jedynie wyjątkowe i zdeklarowane lizusy). Szczytem lizusostwa stał się Iwan Groźny, który zagranica, jak się wydaje, przyjęła za dobrą monetę. Czyż trzeba mówić, że eisensteinowski Iwan Groźny został zrobiony po to, by sławić i usprawiedliwiać stalinowski terror? Oto spójrzcie - historia się powtarza; jak Iwan Groźny, który - rzekomo - w trosce o dobro wielkiej Rosji wsadzał na pal i ścinał głowy bojarom, tak i Stalin rozstrzeliwał swych bolszewickich bojarów, również zdrajców ojczyzny. Eisenstein miał tylko jedno usprawiedliwienie dla całej tej nikczemności - ratował (i rzeczywiście uratował) własną skórę. Ale przez całe życie był tchórzem i najpodlejszego gatunku lizusem. A mógł swa skórę uratować w inny sposób; w latach trzydziestych puszczono go do Hollywood, później kręcił rewolucyjne filmy w Meksyku. Mógłby się uratować, pozostając za granicą; ale nie - wrócił, by pełzać na brzuchu przed stalinowskimi oprawcami.[1]



[1] B. Bażanow, Byłem sekretarzem Stalina, Warszawa 1985, s. 140-141


Borys Bażanow o... www.stalin.tv. © Krzysztof Bar 2005