Borys Bażanow o diamentowym funduszu

Pewnego razu przychodzi do mnie Herman Swierdłow i opowiada mi następującą historię. Andrieja (syna Jakowa Swierdłowa i Kławdii Nowgorodcewej), który miał wówczas 15 lat, zaciekawił fakt, że jedna z szuflad w biurku matki jest zawsze zamknięta na klucz. Gdy zapytał ją o to, ostro go ofuknęła: Daj spokój, to nie twoja sprawa. Pożerany ciekawością chłopak, wykorzystując moment, kiedy matka przez zapomnienie zostawiła klucze w pokoju, otworzył szufladę. I cóż tam znalazł? Stos szkiełek przypominających duże brylanty. Ale oczywiście nie mogły to być prawdziwe brylanty, bo skąd by u matki znalazła się taka masa prawdziwych brylantów. Zamknął, szufladę i odłożył klucz na miejsce. Herman też był zdania, że to z pewnością jakieś szkiełka. Jakow Swierdłow nigdy nie był dusigroszem i żadnych kosztowności nie miał. Zgodziłem się z Hermanem - to nie mogło być nic wartościowego.

Domyśliłem się jednak, o co tu może chodzić. Wcześniej grzebiąc w archiwach Biura Politycznego, ustaliłem, że 3 czy 4 lata temu, w latach 1919-1920, w okresie ostrego kryzysu wojennego, kiedy to władza radziecka wisiała na włosku, z ogólnego państwowego funduszu diamentowego wydzielono fundusz diamentowy Biura Politycznego. Przeznaczony był na to, by w razie utraty władzy zapewnić członkom Biura Politycznego środki do życia i kontynuowania działalności rewolucyjnej. W archiwum znajdowały się ślady odpowiednich decyzji i wydzielenia specjalnego konta z państwowego funduszu diamentowego, nigdzie jednak nie było mowy o tym, gdzie fundusz ten jest przechowywany. Nie znalazłem o tym najmniejszej wzmianki nawet w specjalnej teczce znajdującej się w moim sejfie. Najwidoczniej zdecydowano, że miejsce ukrycia funduszu powinni znać wyłącznie członkowie Biura Politycznego. Teraz nieoczekiwanie je odkryłem. Istotnie, w przypadku utraty władzy do ukrycia tego funduszu nie mogło być lepszego miejsca niż mieszkanie jakiej osoby prywatnej, do której Biuro Polityczne miałoby całkowite zaufanie, a która byłaby zupełnie nieznana i nie. odgrywałaby żadnej roli politycznej. Tłumaczyło to, dlaczego Kławdia Nowgorodcewa nigdzie nie pracowała i prowadziła nie wywołujący zainteresowania tryb życia. Wyjaśniało także, dlaczego nie nosiła głośnego nazwiska Swierdłowa, które przecież bardzo by jej pomogło w różnych drobnych sprawach życiowych, a pozostała przy swym panieńskim nazwisku. To zapewne ona właśnie była depozytariuszem funduszu (nie sądzę zresztą, by ten stan rzeczy trwał jeszcze długo, gdyż z każdym rokiem upadek władzy radzieckiej stawał się coraz mniej prawdopodobny).[1]



[1] B. Bażanow, Byłem sekretarzem Stalina, Warszawa 1985, s. 59-60


Borys Bażanow o... www.stalin.tv. © Krzysztof Bar 2005