Borys Bażanow o Siemionie Budionnym

Budionny był postacią niezwykle malowniczą. Typowy wachmistrz carskiej armii, świetny kawalerzysta i rębajło, na początku wojny domowej stanął na czele bandy kawalerzystów, walczącej przeciw białym. Formalnie bandą manipulowało kilku komunistów. Banda rozrastała się, odnosiła zwycięstwa - kawaleria to były czołgi tamtych lat. W którymś momencie Moskwa, która postawiła na kawalerię, zajęła się Budionnym bezpośrednio.

Trocki rzucił w owym czasie hasło: Proletariusze, na koń!, które przez swą napuszoność i nierealność brzmiało dość zabawnie. Dobrą kawalerię można było stworzyć z ludzi ze stepów, urodzonych kawalerzystów, takich jak kozacy. Można też było posadzić na konia chłopa, który choć nie kawalerzysta z urodzenia, z koniem był oswojony od dzieciństwa i umiał się z nim obchodzić. Ale miejski robotnik (proletariusz) na koniu na nic się nie zdawał. Hasło Trockiego było śmieszne.

Kiedyś Budionny otrzymał z Moskwy w dowód zainteresowania prezenty: samochód i legitymację partyjną. Nieco zaniepokojony zwołał hersztów swej bandy. No, chłopaki - oświadczył - przysłali- mi z Moskwy samochód i jeszcze to. Tu ostrożnie, jakby to był kruchy chiński wazonik, położył na stole legitymację. Konfratrzy popadli w zadumę, ale po dojrzałym namyśle zadecydowali: Samochód, Siemion, bierz; samochód to dobra rzecz. A "to" (legitymacja) niech sobie leży - jeść nie woła. I tak Budionny został komunistą.

Banda Budionnego szybko rozrosła się w brygadę, a później w korpus kawalerii. Moskwa przysłała komisarzy i dobrego szefa sztabu. Budionny, pozostając głównodowodzącym i stale awansując, nie wtrącał się ani do spraw operacyjnych, ani do dowodzenia. Gdy sztab pytał go o zdanie na temat planowanej operacji, niezmiennie odpowiadał: A to już jak uważacie. Moja rzecz - rąbać.

W czasie wojny domowej "rąbał" i bez zastrzeżeń słuchał przydzielonych do niego i dowodzących nim Stalina i Woroszyłowa. Po wojnie uczyniono zeń kogoś w rodzaju inspektora kawalerii. Kiedyś postanowiono wpuścić go na posiedzenie wielkiego Biura Politycznego. Zabawne to zdarzenie doskonale zapamiętałem.

Na posiedzeniu przyszła kolej na sprawy wojskowe. Wydaję polecenie, by do sali obrad wpuścić wezwanych wojskowych, wśród nich i Budionnego, Budionny wchodzi na paluszkach, jednak głośno stukają jego ciężkie buty. Przejścia między stołem a ścianą jest szerokie, niemniej cała postać Budionnego wyraża obawę, by czegoś nie przewrócić lub złamać. Wskazują mu fotel obok Rykowa. Budionny siada. Jego wąsy sterczą jak u karalucha. Patrzy przed siebie i wyraźnie nic nie rozumie z tego, o czym się mówi. Jakby myślał: O, do diabła! To właśnie to wspaniałe Biuro Polityczne, które, jak mówią, może wszystko - nawet z mężczyzny zrobić kobietę.

Tymczasem sprawy resortu obrony zostały załatwione. Kamieniew oznajmia: Koniec ze strategią. Wojskowi są wolni. Budionny siedzi, nie pojmuje takich subtelności. Też cudak z tego Kamieńiewa: Wojskowi są wolni. Gdyby powiedział: Towarzyszu Budionny! Baczność! W prawo zwrot! Naprzód marsz! - wtedy wszystko byłoby jasne. Odzywa się Stalin z szerokim gestem gościnnego gospodarza: Siedź, Siemion, siedź. I tak, wybałuszywszy oczy, ze wzrokiem utkwionym przed siebie, przesiedział Budionny jeszcze dwie czy trzy sprawy. Wreszcie wytłumaczyłem mu, że pora iść.

Później Budionny został marszałkiem, a w 1943 r. wszedł nawet do KC. Co prawda, było to KC ze stalinowskiego zaciągu i gdyby Stalin miał poczucie humoru, mógłby za jednym zamachem - za przykładem Kaliguli - wprowadzić do niego także konia Budionnego. Jednak Stalin nie miał poczucia humoru.

Należy dodać, że w czasie wojny z Niemcami miałkość tak Woroszyłowa, jak i Budionnego okazała się po pierwszych działaniach wojennych tak oczywista, że Stalin zmuszony był wysłać obu na Ural z zadaniem przygotowywania rezerw.[1]



[1] B. Bażanow, Byłem sekretarzem Stalina, Warszawa 1985, s. 87-88


Borys Bażanow o... www.stalin.tv. © Krzysztof Bar 2005