Borys Bażanow o Jakowie Grigoriewiczu Blumkinie

W tym miejscu muszę [...] zapoznać czytelnika z towarzyszem Blumkinem, z tym samym Blumkinem, który w czasie powstania lewicowych eserowców w 1918 r. zabił niemieckiego ambasadora w Moskwie, Mirbacha, by zerwać pokój podpisany w Brześciu Litewskim.

W 1925 r. często spotykałem się z Muńką Zorkim. Był to komsomolski pseudonim, naprawdę nazywał się Emanuel Lifszyc. Kierował Wydziałem Prasy KC Komsomołu. Był to mądry, zabawny i dowcipny chłopak. [...]

Szliśmy kiedyś Arbatem. Podeszliśmy do starej, wspaniałej, mieszczańskiej kamienicy. Tu - mówi Muńka - opuszczę cię. Drugie piętro tego domu to mieszkanie W gestii GPU; mieszka w nim Jakow Blumkin, o którym zapewne słyszałeś. Zdzwoniliśmy się i czeka teraz na mnie. A, wiesz, Bażanow chodźmy razem. Nie pożałujesz. Blumkin to rzadki okaz głupca czystej wody. Kiedy wejdziemy, będzie - czekając na mnie - siedział w czerwonym jedwabnym szlafroku, palił wschodnią, na arszyn długą fajkę, a przed nim będzie leżał otwarty tom dzieł Lenina (kiedyś specjalnie zajrzałem - zawsze otwarty jest na tej samej stronie). Poszedłem, wszystko było tak, jak przewidział Zorki: i szlafrok, i fajka, i tom Lenina. Blumkin był człowiekiem chełpliwym i zadowolonym z siebie. Nie miał wątpliwości, że jest postacią historyczną. Wraz z Zorkim pokpiwaliśmy z jego pychy: Jakowie Grigoriewiczu, byliśmy w Muzeum Historii Rewolucji; panu i zamachowi na Mirbacha poświęcono tam całą ścianę - O to bardzo miło. I co jest na tej ścianie? -Różne wycinki prasowe, fotografie, dokumenty, cytaty; na samej górze, przez całą ścianę biegnie cytat z Lenina: "Potrzebne nam są nie histeryczne pomysły drobnoburżuazyjnych degeneratów, lecz potężny marsz stalowych batalionów proletariatu." Wszystko to oczywiście wymyśliliśmy; gdy przyznaliśmy się do tego, był bardzo dotknięty, ale nie poszedł do muzeum, by to sprawdzić.

Cioteczny brat Blumkina opowiadał mi, że sprawa zabójstwa Mirbacha wyglądała nieco inaczej, niż to opisywał Blumkin. Gdy Blumkin ze swymi towarzyszami znalazł się w gabinecie Mirbacha, rzucił bombę, z ogromnym pośpiechem wyskoczył przez okno, po czym zawisł w wysoce niewygodnej pozycji, zaczepiwszy spodniami o żelazne ogrodzenie. Towarzyszący Blumkinowi marynarzyk bez pośpiechu zaciukał Mirbacha, ściągnął Blumkina z parkanu, wsadził go do ciężarówki i wywiózł. Marynarzyk poległ wkrótce gdzieś na froncie wojny domowej, a Blumkina bolszewicy wyjęli spod prawa. Szybko jednak przeszedł na ich stronę, zdradzając organizację lewicowych eserowców, został przyjęty do partii, pracował w CzK i wsławił się udziałem w krwawym stłumieniu powstania w Gruzji. Potem kariera czekisty zaprowadziła go do Mongolii, gdzie stojąc na czele CzK rozstrzelał tak wielu ludzi, że nawet GPU uznało za konieczne odwołać go stamtąd. Jedwabny szlafrok i fajka były właśnie pamiątkami z Mongolii. GPU nie wiedziało, co z nim robić, i trzymało go w rezerwie.

Gdy pokazał mi swoje mieszkanie, składające się z czterech ogromnych pokoi, zapytałem: I mieszka pan tu sam? - Nie, mieszka ze mną mój cioteczny brat, Maksimow, zajmuje się moim gospodarstwem. Pochodził z Odessy, tak jak i Blumkin. Nazwisko Maksimow było jego pseudonimem partyjnym, którego w gruncie rzeczy nie miał prawa używać; w Odessie bowiem był członkiem partii i  kwatermistrzem pułku kawalerii, ale dopuścił się kradzieży i wpadł sprzedając na swoje konto służbowy owies; został wówczas wyrzucony z partii i wydalony z wojska. Prawdziwe jego nazwisko brzmiało Birger. Mieszkał u kuzyna, który starał się znaleźć mu jakąś posadą. Nie było to jednak łatwe - nikt nie chciał przyjąć człowieka wyrzuconego z partii za kradzież mienia społecznego.

I ma pan dwa zupełnie wolne pokoje? A tymczasem Herman Swierdłow, brat nieżyjącego Jakowa, mieszka z drugim bratem, Wieniaminem, w domu RNGN w ciasnym mieszkaniu nie ma nawet swojego pokoju. Może by go tu przenieść? - Brat Jakowa Swierdłowa? Ależ oczywiście, będę szczęśliwy. Niech przyjeżdża choćby dzisiaj.

W ten to sposób Herman Swierdłow zamieszkał u Blumkina.

Gdy po raz pierwszy po naszej wizycie Blumkin przyszedł do GPU, nie omieszkał pochwalić się znajomością ze mną. Jagodę poderwało: Jakowie Grigoriewiczu, mamy dla was zadanie. Bażanow nienawidzi GPU, podejrzewamy, że nie jest nasz, odsłońcie jego prawdziwe oblicze. To niezwykle ważne zadanie.

Blumkin podjął się tego, lecz po dwóch czy trzech miesiącach oznajmił Jagodzie, że nie ma możliwości tak częstego spotykania się ze mną, jakby należano, o bliższej znajomości nie ma więc mowy, i poprosił o zwolnienie go z tego zadania. Podsunął jednak inny pomysł. Mieszka u niego jego cioteczny brat, Maksimow oraz Herman Swierdłow. Od Swierdłowa można by więc wyciągnąć informacje o Bażanowie. Ci dwaj bowiem widują się niemal codziennie. Pomysł spotkał się z uznaniem. Maksimów został wezwany do naczelnika Wydziału Administracyjnego GPU, Fleksera, i dostał wreszcie pracę, której tak długo szukał: miał mnie szpiegować i składać raporty do GPU. Z tego utrzymywał się do lata 1927 r.

GPU, nadal nie wiedząc, co robić z Blumkinem, próbowało podstawić go Trockiemu. W 1925 r. Trocki objeżdżał fabryki wraz z Komisją d/s Jakości Produkcji. Do komisji tej wsadzono Blumkina. Nawet dla niebywale naiwnego Trockiego zadania Blumkina w komisji były zupełnie oczywiste. Dał temu wyraz już przy pierwszej okazji, gdy podkomisja z Blumkinem na czele przeprowadziła kontrolę w jednej z fabryk. Na posiedzeniu komisji pod przewodnictwem Trockiego, gdy Blumkin chciał zreferować wyniki pracy swojej podkomisji, Trocki mu przerwał: Towarzysz Blumkis byt tam okiem partii po linii czujności; nie wątpimy, że pracę swą wykonał. Posłuchajmy oceny specjalistów pracujących w podkomisji. Blumkin nadął się niczym indyk: Po pierwsze, nie Blumkis, a Blumkin; powinniście, towarzyszu Trocki, lepiej znać historię partii; a po drugie... Trocki huknął pięścią w stół: Nie udzielałem wam głosu! Blumkin zakończył swą pracą w komisji jako zawzięty wróg Trockiego. Chcąc wykorzystać jego nienawiść do opozycji, GPU próbowało podstawić go jeszcze Kamieniewowi, i to już w 1926 r., gdy Kamieniew został mianowany ministrem handlu. Blumkina ulokowano na stanowisku doradcy ministra; sekretarze Kamieniewa śmiali się do rozpuku z pracy "doradcy". Pokazali mi napuszone pismo niezadowolonego Blumkina skierowane do Kamieniewa. Zaczynało się następująco: Towarzyszu Kamieniew! Pytam was: gdzie jestem, czym jestem i kim właściwie jestem? Stamtąd także trzeba było go odwołać.

Blumkin znalazł jednak swe właściwe powołanie, gdy wysłano go jako rezydenta GPU (szpiegostwo i dywersja) na Bliski Wschód.[1] [...]

Pod koniec 1929 r. Blumkin, mianowany rezydentem GPU w Turcji, przyjeżdża do Paryża, żeby zorganizować zamach na mnie. Polecając te sprawę właśnie jemu, GPU wychodziło z założenia, że po pierwsze, znał mnie osobiście, a po drugie, jego cioteczny brat, Maksimow, którego przywiozłem ze sobą do Paryża, pozostaje ze mną w kontakcie. Po przyjeździe Blumkin odnalazł Maksimowa. Maksimow, znalazłszy się, we Francji, musiał podjąć pracę jak wszyscy inni i przez ponad rok zachowywał się przyzwoicie. Blumkin przekonał go, że GPU dawno już o nim zapomniało, ale chce i musi wiedzieć, czy Bażanow pozostawił w Moskwie jakąś organizację i z kim jest tam związany; jeśli Maksimow powróci do pracy w GPU, będzie szpiegował Bażanowa i pomoże wykryć jego kontakty, a gdy będzie trzeba, zorganizuje na niego zamach, to wszystko zostanie mu wybaczone i jego sprawy finansowe ułożą się zupełnie inaczej. Maksimow zgodził się i znów zaczął pisać na mnie donosy. Próbę dokonania na mnie zamachu zorganizował (po roku) w taki sposób, by niczym nie ryzykować; nic z tego nic wyszło, ale stało się oczywiste, że znów pracuje dla GPU. Wówczas niezwłocznie zniknął z mego otoczenia. Latem 1935 r. w Trouville kupiłem rosyjską gazetę, i dowiedziałem się, z niej, ze rosyjski uciekinier Arkadiusz Maksimow wypadł czy też może wyskoczył z pierwszego tarasu wieży Eiffela. Gazeta wyrażała przypuszczenie, że popełnił samobójstwo. Może rzeczywiście tak było, pozostały we mnie jednak pewne wątpliwości.

Kiedy Blumkin wrócił z Paryża do Moskwy i zameldował, że zorganizowany na mnie zamach udał się (w rzeczywistości czekiści, jak się zdaje, zamiast mnie wyrzucili z pędzącego pociągu przez pomyłkę kogoś innego), Stalin rozpuścił szeroko wieść, że zostałem zlikwidowany. Uczynił tak ze względów pedagogicznych; miała to być nauczka dla innych, ze ucieczka niczego nie załatwia - nigdy nie zapominamy, ręce mamy długie i prędzej czy później dosięgniemy uciekiniera.

Z Moskwy Blumkin pojechał do Turcji. Minęła mu już nienawiść do Trockiego, wszedł więc w kontakt z trockistowską opozycją i zgodził się dostarczyć Trockiemu (który w owym czasie mieszkał w Turcji, na Wyspach Książęcych) jakieś tajne materiały. Jego współpracownica Lisa zdradziła jego plany GPU. Wezwano go do Moskwy, rzekomo w sprawach służbowych, aresztowano i rozstrzelano.[2]



[1] B. Bażanow, Byłem sekretarzem Stalina, Warszawa 1985, s. 154-156

[2] ibidem, s. 175-176


Borys Bażanow o... www.stalin.tv. © Krzysztof Bar 2005