Oblężenie zeków

Obok baraku [...] stoi gromada więźniów, coś koło 400 ludzi. otoczeni są łańcuchem strzelców GPU. Strzelcy stoją w pewnej odległości, trzymając karabiny na "gotój broń". ponadto stoją dwa karabiny maszynowe na trójnogach. Przed tłumem stoi stolik, a za stolikiem siedzą miejscowe władze.

Ktoś z pomiędzy zwierzchności obojętnie wywołuje:
- Iwanow jest?
Tłum milczy.
- Pietrow.
Tłum milczy.

Operacja ta nosi techniczną nazwę "oblężenia".

Od chwili rozpoczęcia ewakuacji więźniowie w barakach i kolumnach przemieszali się, pogubili i porzucili swe "legitymacje pracownicze" - jedyny dokument, stwierdzający tożsamość więźnia. I oto gdy z kolumny wywołują jakiegoś Iwanowa 25-tego, to Iwanow ten woli się nie odzywać.

Całą kolumnę wypędzają z baraku na mróz, okrążają strażą i zaczynają wywoływać. Kolumna milczy. Zmienia się zwierzchność, zmieniają się strzelcy, a kolumnę wciąż trzymają na mrozie. pomału milczący jeden za drugim zaczynają się poddawać: naprzód robotnicy i inteligenci, potem chłopi, a na ostatku urkowie.

Ci jednak często się nie poddają do ostatka: wali się taki na śnieg, zmarzniętego odnoszą do ambulatorium, albo też do dołu, odgrywającego rolę wspólnej mogiły. W zasadzie jest to najzupełniej beznadziejny sposób stawiania oporu... Oto w tłumie upadło już paru ludzi. Nie od razu ich podnoszą, aby nie "symulowali"... Mówią, że jedna z brygad kopaczy osiągnęła rekord: wytrzymała dwie doby takiej tortury, a z pomiędzy jej członków odezwało się nie więcej, jak połowa... Ale z drugiej strony niewielu pozostało przy życiu.[1]



[1] Sołoniewicz I., Rosja w obozie koncentracyjnym, Lwów 1938, s. 192


Absurdy komunizmu i socjalizmu www.stalin.tv © Krzysztof Bar 2005