Króliczy klasztor

Gdy do pomocy dwunogom i czworonogom, wprzężonym do wozu socjalizmu, doprzęgnięto jeszcze królika - był to zasadniczy nonsens. Królik jest zwierzęciem w naszych warunkach klimatycznych kapryśnym, a że nie było go ponadto czym żywić, lepiej więc było wrócić do znanych ludności i umiejących dostosować się do warunków życia rosyjskich świń i kur. Lecz coś niecoś mógł dać i królik - gdyby nie entuzjazm.

Dziesiątki tysięcy entuzjastów uczepiło się drobnego ogonka królika, mając nadzieję, ze ogonek ten wyciągnie ich wyżej. Za granicą zakupywano miliony królików, gdy jednocześnie w całej Rosji świnie i kury padały z głodu.

W Moskwie, gdzie nie tylko królików, ale nawet ludzi nie było czym żywić, zmuszano do hodowania królików szpitale i maszynistki, przedsiębiorstwa handlowe i gospodynie domowe, buchalterów i nawet, horribile dictu, parafie cerkiewne. Któż śmiałby odmówić? - "Brak wiary", "podrywanie", "sabotaż przedsięwzięć sowieckich". Króliki powpychano do mieszkań moskiewskich, gdzie wszystkie bez wyjątku wyzdychały. To samo było na prowincji. Już pod koniec króliczego entuzjazmu miałem zlecenie zrewidowania wielkiego sowchozu, zajmującego się wyłącznie hodowlą królików; sowchoz położony tuż pod Moskwą, pokazowy i wzorowy, był pod względem paszy uprzywilejowany. Ale pomimo jednak owych przywilejów, w sowchozie tym było coś nie w porządku: króliki pędziły żywot ascetyczny i nie chciały się rozmnażać. Cóż się okazało: na 7 tysięcy importowanych królików belgijskich samiczek było tylko 20... Jak powstał ten króliczy klasztor - czy to na skutek szkodnictwa, czy też głupoty, czy dlatego, że zakupywali króliki za granicą entuzjaści - wszystko to pokryte zostało mrokiem socjalistycznej tajemnicy.[1]



[1] Sołoniewicz I., Rosja w obozie koncentracyjnym, Lwów 1938, s. 121


Absurdy komunizmu i socjalizmu www.stalin.tv © Krzysztof Bar 2005